Już prawie zapomniałam, że święta spędziliśmy nad Bałtykiem. Ale jak widzę te zdjęcia i przypomnę sobie to światło tamtego dnia, mam ochotę biec na pociąg i spędzić w nim nawet 8 godzin, żeby tylko poczuć na sobie to obezwładniające uczucie błogości. Tyle życia można zgromadzić w kilka chwil, prawie tyle, żeby starczyło do następnego razu. Do następnego załamania pogody w mojej głowie.
Nie ma w tym zestawie nic z nowinek modowych, nie znajdziecie tego poncza w żadnym sklepie. Lumpeksowe znalezisko, niewątpliwie wełniane, szyte prawdopodobnie w jednym egzemplarzu bo niektóre ściegi są ręczne. Urzekło mnie swoją infantylnością. Tymi dosłownymi kwiatkami, tym małym kapturkiem i ręcznym wykonaniem. Nie wiem dlaczego, ale czasami kicz pociąga mnie na równi z minimalizmem. Szukałam więc dla niego idealnego minimalnego tła i myślę, że znalazłam. Molo w Kołobrzegu pięknie uwydatniło to folkowe cudo.
Jak się Wam podoba?
Do zobaczenia
Ewa
Photos by Stand Up Fashion
ponczo - sh/bigastyl
golf - benetton
spodnie - diesel
buty, torba - venezia
okulary - zara







