Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja plaża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja plaża. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 września 2014

co warto zobaczyć w Paryżu - czyli największy targ staroci w Europie


Pewnie każdy z Was ma ulubione ulice, które kocha, a spacer nimi to zawsze przyjemność. Nawet jak pada rzęsisty deszcz, a Wy zamiast o kubku gorącej herbaty myślicie, że moglibyście tu zamieszkać na stałe. Nawet na chodniku. 

Przed wyjazdem do Paryża myślałam, że będzie to któraś z TYCH  ulic, które są bardzo wąskie, romantyczne i trudno je znaleźć zwykłemu turyście. Jedna z tych, na które trafia się przypadkiem, a jak próbujesz znowu zaznać atmosfery wyjątkowości to nie potrafisz jej znaleźć. Na tym polega ich urok. Urok chwili.

Ja znalazłam swoją ulubioną ulicę w Paryżu, ale nie jest ani trochę romantyczna. Jest szeroka jak każda ulica i są na niej może ze dwie kawiarnie, które nie należą do najbardziej urokliwych na świecie. Słowem z romantyzmem ma mało wspólnego.

Rue des Rosiers na zawsze wryła się w moją pamięć i na pewno jak będę kolejny raz w Paryżu to ją odnajdę. Między numerem 96 a 110 znajduje się bowiem największy targ staroci w Europie. 

Nie przywiązujcie się za bardzo do tej nazwy i nie nastawiajcie na zbiory gratów, o nie!!! W Polsce targi staroci przypominają trochę kolorowe wysypiska śmieci. Prawdopodobnie to mnie w nich najbardziej pociąga. Dreszczyk emocji i nadzieja, że wśród gratów odkryję skarb, który oczywiście skarbem jest tylko dla mnie. Reszta świata nie zawiesiłaby na nim oka nawet przez sekundę. Na zardzewiałym ogrodzeniu z siatki wiszą w Polsce ubrania, które pamiętają pranie we Frani i na zawsze przesiąknęły potem stojąc w kolejce po schab bez kości. Długo odpoczywały po trudach PRL-u w szafie z drzwiami na wysoki połysk, zamykanymi na srebrny okrągły kluczyk. Na kawałkach kartonu leżą przedmioty,  których przeznaczenia trudno się domyślić, ale żeby znaleźć skarb – trzeba mieć dużo szczęścia i dużo czasu.
                
      W Paryżu na Rue des Rosiers większość zgromadzonych rzeczy ma swoje mieszkanie z designerskim oświetleniem, a każdy „box” to dzieło sztuki dekoratorskiej. Każdy przedmiot to skarb, niestety z bardzo wysoką ceną. Przeciętny Polak może sobie pozwolić w tym miejscy jedynie na kawę i deser w pełnej antyków i designerskich mebli restauracji  Ma Coccote.

Nawet nie wiecie jak bardzo chciałam przywieść sobie pamiątkę z Paryża właśnie z tego miejsca. Ta stalowa głowa konia z XIX wiecznej karuzeli leżała sobie na ławce, bez ceny. Ja już oczami wyobraźni widziałam ją w moim salonie i dobierałam odpowiedni kolor rzeczy znajdujących się w pobliżu, żeby wyeksponować jej piękno jak najlepiej. Z drżeniem pytałam o cenę i w momencie jej wypowiadania moje ciało sflaczało, a barki opadły o 5 cm. Straciłam nadzieję – 1200 Euro otworzyło mi oczy już na samym początku mojej przygody z Rue Des Rosiers. Może to i lepiej, bo nie szukałam gorączkowo niemożliwego (skarbu za małe pieniądze) tylko delektowałam się tym co widzę i fotografowałam to co mnie urzekło.

Od razu Wam powiem, że planuję jeszcze jeden post z tego miejsca, a konkretnie z jednego sklepu – który do dzisiaj śni mi się po nocach.

Nie będę już przynudzała, zapraszam Was do mojego bajkowego świata, na ulubioną ulicę Rue Des Rosiers.

Do zobaczenia

Ewa






























Photos by Stand Up Fashion

piątek, 8 marca 2013

akcja plaża


Wiosenne porządki czas zacząć! Czyli o tym jakie kobieta ma wsparcie w walce z niechcianymi centymetrami i kilogramami.

Nie wiem jak Wy, ale mnie czasami postęp technologiczny przyprawia o zawrót głowy i to w każdej dziedzinie. Jeszcze nadążam, ale niejednokrotnie  moje dzieci radzą sobie o wiele lepiej ode mnie (4 i 8 latJJJ). Jakby urodziły się już z dodatkowym genem pt.: "posługiwanie się nowoczesnymi technologiami". W dziedzinie medycyny estetycznej ten rozwój jest jeszcze bardziej galopujący, ale w tym wypadku cieszy mnie to niezmiernie. Czasami wprawia mnie w zdumienie, że pomimo mojego kierunkowego wykształcenia (Fizjoterapia) są  zabiegi, które kilkanaście lat temu były wymysłem z obszaru Science Fiction. Teraz to już rzeczywistość i na dodatek dostępna w Polsce. Ale do rzeczy.

Jestem raczej typem zabieganej kobiety. Od czasu do czasu zdarzy mi się nawet kilka kilometrów w tygodniu w ramach nordic walking. Pracę mam raczej mało siedzącąJJJ, ale i tak mój ”kompleks nożny”, jak ja go nazywam, daje mi bardzo popalić. Dlatego postanowiłam pomóc moim odnóżom, przy pomocy nowych technologii zaprezentować się w dobrej formie z początkiem lata.







Trafiłam do Dentim Clinic w Katowicach, gdzie pokazali mi te nowe technologie i dobrali do moich indywidualnych potrzeb. Okazało się, że indywidualne potrzeby moich nóg są bardzo wymagające. Ujędrnienie i napięcie skóry oraz walka (mam nadzieję wygrana) z cellulitem. Dodatkowo likwidacja tkanki tłuszczowej nad kolanami. To niestety takie miejsce, z którym zazwyczaj trudno coś zrobić nawet przy intensywnym treningu biegowym, czy stacjonarnym. Przesympatyczna Pani Ania przepisała mi więc zabiegi Kriolipolizy (celem zlikwidowania tych niechcianych centymetrów nad kolanami) oraz Ultradźwięki (w celu polepszenia napięcia skóry i zlikwidowania cellulitu na udach).






Kriolipoliza jest stosunkowo od niedawna w Polsce i brzmi bardzo naukowo, ale działanie jest proste. Głowica zasysa skórę wraz tkanką tłuszczową i obniża w niej temperaturę do -10 stopni Celsjusza, co powoduje obumieranie komórek tłuszczowych, które potem organizm w przeciągu miesiąca naturalnie wydala z organizmu. Dlatego na efekty trzeba poczekać 4 tygodnie. Zabieg wykonuje się w serii 4-6, wtedy efekt jest najlepszy.






Tak wygląda moja noga po zabiegu (zaczerwienienie mija po godzinie)

Ultradźwięki, a fachowo Lipoliza Ultradźwiękowa, o odpowiednio dobranej częstotliwości i mocy wywołuje zjawisko kawitacji w tkankach, powodując uszkodzenie błony komórkowej komórek tłuszczowych i wydostanie się zgromadzonego w nich tłuszczu. Metoda jest skuteczna u osób z otyłością miejscową redukując tkankę tłuszczową w miejscach, z których trudno się jej pozbyć klasycznymi metodami. Ultradźwięki poprzez efekt termiczny działają znieczulająco i odprężają mięśnie. Poprawiają również sprężystość tkanek zewnętrznych skóry. Konieczna jest seria zabiegów - 6-10 to standard.




To tyle celem przybliżenia Wam zabiegów, a teraz słów kilka o moich wrażeniach. Na początku standardowo jesteśmy mierzone i fotografowane (na życzenieJJJ), żeby można było ocenić efekty terapii. Na jeden zabieg trzeba sobie zarezerwować około godziny,  która to  jest zdecydowanie bardzo miło spędzona w przypadku Ultradźwięków  i trochę mniej w przypadku Kriolipolizy. Ten zabieg nie należy do najprzyjemniejszych. Głowica z dużą siłą zasysa skórę i tkankę tłuszczową, ale po kilku chwilach przyzwyczaiłam się do tego (czego nie jest w stanie znieść kobieta dla poprawienia efektu na plażyJJJ). Warunkiem koniecznym jest to, aby po zabiegu przez okres 4 tygodni pić bardzo dużo wody, co najmniej 2 litry dziennie. Ponieważ komórki tłuszczowe są usuwane z naszego organizmu naturalnie, najpierw przez wątrobę, potem przez nerki, to zdecydowanie trzeba im w tym pomóc.

Przed zabiegiem z Lipolizy Ultradźwiękowej Pani Ania zrobiła mi piling, tak żeby substancje czynne zawarte w magicznej fiolce  miały łatwiejszy dostęp do  tkanki podskórnej. Masaż głowicą jest bardzo przyjemny, odczuwamy tylko bardzo delikatne ciepło i dziwny dźwięk w uszach (mnie to nie przeszkadzało). Masaż jednego uda to 20 minut. Czyli 40 minut relaksu z ulubioną książką, muzyką lub po prostu na ploteczkach z Panią Anią.

  Jestem już po jednym zabiegu Kriolipolizy i dwóch Ultradźwiękach, efekt wizualny – na razie bardzo mało zauważalny, ale za to są wyniki na centymetrze - nad kolanem lewym minus 2 cm, nad prawym minus 1,5cmJJJ .

   Na efekty końcowe muszę poczekać do końca wiosny, czyli 6 zabiegów Kriolipolizy i 10 Ultradźwięków. Opowiem Wam wszystko ze szczegółami.

Do zobaczeniaJJJ.



Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...