Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pawie oczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pawie oczko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2015

od pierwszego wejrzenia


        
       Miłości się nie wybiera. Tak to już jest, że przychodzi znienacka i masz babo placek. Tym razem miłość mnie nie zaskoczyła. Nie dostałam od życia obuchem, że to niby przechodziłam sobie obok, a tu patrzę stoi stół jak malowany. Nie. Ja tę miłość starannie wyselekcjonowałam spośród innych możliwych miłości „oddam za darmo”JJJ. Przeszukałam starannie ogłoszenia. Moja miłość musiała mieć koniecznie orzechową karnację i zero sztuczności. Bez silikonu i liftingu. Podrasowaniem mojej miłości chciałam zająć się w miarę możliwości sama, jeśli oczywiście byłaby taka potrzeba. Przecież mogło się zdarzyć, że znajdę ideał i nie trzeba go będzie tunningować. Okazało się jednak, że jak to zwykle bywa miłości trzeba trochę pomóc. W swej pewnie burzliwej przeszłości stół nieświadom przykrych konsekwencji zaprzyjaźnił się z kornikami. Pewnie nie wiedział, że przyjaciół trzeba sobie dobierać bardzo uważnie. Nie zdawał sobie biedny sprawy z przykrych konsekwencji tej tylko jednostronnie korzystnej relacji. Goście przesadzili. Rozgościli się za bardzo, zarówno w nogach, jak i w blacie. O gościach ogłoszenie „oddam za darmo” nie wspominałoLLL.

       Ale nic to, przecież, po pierwsze darowanemu w zęby się nie zagląda, a po wtóre ta miłość... Po prostu spodobał mi się tak bardzo, że gotowa byłam ponieść dodatkowe koszty związane z wzięciem tego orzechowego cuda pod swój dach. Zaczęłam planować i organizować całe przedsięwzięcie. Może to się wydaje Wam na pierwszy rzut oka proste, ale wcale takie nie było. Mójcion nie przeżyłby już kolejnego stolika - wszak niedawno dwa przyniosłam z kurnika. A teraz jeszcze jeden z ekstra lokatorami. Nie wspominając już o tym, że w salonie mamy już duży rozkładany stół na 8 osób. Więc domyślacie się, że o pomocy z jego strony mogłam zapomnieć. W tajemnicy przed nim, wtedy kiedy był w pracy, zapakowałam dzieci do kombi i ruszyłam po stół.

       Odbiór i droga powrotna zajęła mi cztery razy tyle czasu co dojazd. Oczywiście nie zmieścił się w całości do bagażnika (ach te długie nogi). Rozważałam nawet na miejscu amputację – ale w końcu przy pomocy miłych panów sąsiadów właściciela stołu (pozdrawiam serdecznie!) udało się odjechać z otwartą klapą bagażnika i wystającym z niego prawie w połowie stołem, ale nogami na swoim miejscu.

        Domyślacie jak się czułam kiedy Mójcion wchodząc do 20 metrowego salonu ujrzał w nim dwa stoły i dwa stoliki? Ratowało mnie tylko to, że moja nowa miłość była darowana. Wbrew obawom poszło z Mójcionem w miarę gładko, a ja odetchnęłam z nieukrywaną ulgą i bez zwłoki zaczęłam wcielać w życie swój plan zmiany wystroju salonu. Małymi kroczkami. 
Orzechowy stolik w stylu art deco był tym zapalnikiem, potem poszło już tylko lepiej. Pewnie go pamiętacie jeszcze przed metamorfozą TUTAJ i TUTAJ kiedy pełnił rolę stolika śniadaniowego, dodatkowego blatu roboczego i świetnego tła do zdjęć. Pomału wkupywał się w łaski Mójciona.

      Dzisiaj po długich i bolesnych dla Karoliny i Kuby perypetiach (dziękuję kochani jeszcze raz), w końcu stał się stolikiem kawowym. Amputacji nóg sprawnie niczym chirurg dokonał Kuba, a ja zafundowałam stolikowi bolesną depilację (niestety okleina orzechowa nie wytrzymała najazdu lokatorów). Potem szpachlowanie, szlifowanie i znowu szpachlowanie, szlifowanie i tak w kółko. W końcu można było malować. Kolor jest prawie taki sam jak przed operacją.

      Mójcion nie pamięta już, że stolik miał kiedyś długie nogi i że na jego widok kręcił nosem. Dzisiaj chyba już się z nim choć trochę zaprzyjaźnił. Przynajmniej przestał mi dokuczać zliczając co i rusz ilość stolików w naszym salonieJJJ. Dzieci już dawno go pokochały, szczególnie Księżniczka – jest budą dla psa, fortecą, domkiem, a dzisiaj jest budką telefoniczną z analogowym czarnym bakelitowym telefonem.

       Pięknie prezentują się na nim monochromatyczne dodatki i moje nowe etui na laptopa. Komu podobają się panowie z rogami? Mnie bardzo, Mójcion nie wypowiada się o nich zbyt pochlebnieLLL, bo to już nie pierwsze rogi w naszym mieszkaniu, bierze rogi za bardzo do siebie….JJJ Ale to już historia na całkiem osobny wpis.

Do zobaczenia…

Ewa






etui na laptopa - youpibag
pufy kamienie - pawie oczko
lisosław na ścianie - projekt cacko

niedziela, 6 kwietnia 2014

pufy kamienie




Odkąd pamiętam (a przede wszystkim odkąd pamięta Mójcion – bo jego to boli najbardziej) zwoziłam z różnych stron świata kamienie.  Niektórzy przywożą sobie pamiątki z wakacji w postaci pięknej urody przedmiotów, ja natomiast zwożę nikomu niepotrzebne, wątpliwej urody kamienie.  Tak dla jasności, nie jestem typem zbieracza, ani kolekcjonera.  Nawet tych kamieni nie eksponuję za bardzo.  Tak jakoś mam, że nie mogę się powstrzymać na widok pięknego, białego otoczaka z szarymi żyłkami niczym cienka pajęcza sieć. Albo takiego podobnego do przerośniętego popcornu z dziurkami jak w serze.

Moje kamienie latały już w samolocie i podróżowały pociągiem, nawet  promem i wodolotem im się zdarzało. Zapytacie pewnie gdzie ja te kamienie… trzymam.  No więc to jest największa moja bolączka, bo chciałabym dać im przestrzeń i pokazać ich piękno i minimalizm. Fantastycznie czułyby się w lofcie, pewnie jeszcze lepiej w pięknym ogrodzie w stylu japońskim.  Ale, że warunki mieszkaniowe mam jakie mam, to przestrzeń znajdują głównie na balkonie wchodząc w ścisłą symbiozę z roślinami i mchem. Czasami zawędrują do sypialni lub łazienki. Najczęściej w postaci dekoracji samej w sobie, czasami jako prosty użytkowy przedmiot np.: podstawka pod świecę, czy mydelniczka.

Dlatego zapewne Was nie zdziwi, że zakochałam się w TYCH kamieniach od pierwszego wejrzenia.  Takich dużych jeszcze nie miałam – (wielkość ma znaczenieJJJ). A takich wygodnych to nie ma chyba nikt. Ich niewątpliwą zaletą oprócz wielkich walorów estetycznych, jest to że są zrobione z wełny, są bezszwowe i jedyne w swoim rodzaju. Tak jak w naturze – dwóch jednakowych kamieni ze świecą szukać. Te moje zrobiła koleżanka po fachu – niemiłosiernie uzdolniona Irena Biskup. Specjalistka z dziedziny filcowania i jak sami widzicie potrafi filcować nawet kamienie. Piękne prawda?

Ja oczami wyobraźnie od razu wyobraziłam je sobie w wysokim lofcie, z oknami na całą ścianę, z podłogą z polerowanego betonu, odkrytymi kablami na ścianach… ach rozmarzyłam się. Na razie zagrzały miejsce w moim salonie i dobrze im.  Dzieci mają frajdę -  wojna na kamienie nabrała nowego znaczeniaJ.

Nie będę pytała czy Wam się podobają (jak mogą się nie podobać?), zapytam czy podobają się Wam w tym zestawieniu?

Jak Mójcion zobaczył ile można napisać o kamieniach… to powiedział, że teraz to już pewne, że „normalna” nie jestemJ.  Niech gada…, a kamienie i tak będzie woził…JJJ.

Do zobaczenia

Ewa








Photos by Stand Up Fashion

pufy kamienie - pawie oczko
stoliki - komis meblowy
dywan - ikea

Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...