Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michael Kors. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą michael Kors. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

czarna maxi dress i ramoneska



Dzisiaj będzie krótko, ale treściwie.

Po pierwsze pochwalę się, że ta stylizacja wygrała konkurs na Silesia Bazar, a w następnym poście przedstawię Wam krótką relacja z targów mody i designu w Spodku podczas którego odbywał się ten konkurs. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze fajniej i więcej wystawców.

Po drugie sukienka, która zrobiła całą robotę w tej stylizacji od Depare stała się szybko moją ulubioną, tym bardziej, że jak przystało na sukienkę idealną nie gniecie się wcale.

Po trzecie, pewnie nie uwierzycie, ale pierwsze zdjęcia robiliśmy w deszczu, po minucie słońce grzało już jak przystało na koniec czerwca, a po dwóch można się było już opalać.

Po czwarte, moje wakacje zaczynają się w poniedziałek i już nie mogę się doczekać ! Jadę z moją ferajną w moje ukochane Bieszczady! Obawiam się, że zasięgu nie będzie, planuję zaprzyjaźnić się z gołębiami pocztowymi.

Po piąte, przypominam Wam o konkursie, w którym możecie wygrać  dowolne okulary od Optopro do 299 zł TUTAJ!!!

Po szóste ja idę wyjmować walizki z piwnicy, a Wam życzę  wspaniałych niezapomnianych wakacji  gdziekolwiek jedziecie, spędźcie je tak jak sobie wymarzyliście!!!

Do zobaczenia


Ewa














sukienka - depare
okulary - optopro
pasek, kopertówka - sh
szpilki - jessca simpson/tk maxx
ramoneska - sienna de luca
pierścionek - pandora
zegarek - michael kors

wtorek, 9 czerwca 2015

country style czyli stajenny look



Zaczął się czerwiec i to od razu z grubej rury. I za nic sobie ma moje na niego nieprzygotowanie. Stosy letnich ubrań gdzieś tam w czeluściach szafy czekają na odświeżenie. A ja czekam aż czerwiec dobiegnie końca. Czekam lipca jak spragniona dżdżu uschnięta na wiór trawa. Porównywanie się do trawy może nie jest zbyt romantyczne, ale w tej chwili od romantyzmu jestem tak daleko jak to tylko możliwe.

Czym jest czerwiec dla nauczyciela wie tylko ten, kto sam nim jest. Co tu dużo opowiadać, siedzę po uszy w robocie papierkowej zamykającej rok szkolny. Od pół roku już siedzę w przygotowaniu największego projektu modowego na południu Polski dla osób niepełnosprawnych we współpracy z MUZEUM Śląskim, a droga do jego końca jeszcze przed nami bardzo długa. Do tego porwałam się w końcówce maja na organizację Wojewódzkiej Olimpiady Korekcyjnej dla szkół specjalnych.

Do tego wszystko wskazuje na to, że nie z własnej woli wkraczam z rozmachem w szereg „Nie całkiem” Perfekcyjnych Pań Domu z całym szacunkiem dla wszystkich członkiń. Mójcion twierdzi, że niedługo w naszej sypialni powstanie Mont Everest z ubrań do prasowania. Złośliwiec śmieje się, że na niektórych szczytach (góry ubrań do prasowania) jest już 3 stopień zagrożenia lawinowego. Ja opracowuję system odzyskiwania „prawie wyprasowanych” ubrań z podstawy góry.  Niestety idzie mi kiepsko, dzieci też tak twierdzą, co martwi mnie najbardziej. Wczoraj udało mi się zmniejszyć ich wysokość n.p.m. o jakieś kilka metrów, co poprawiło mi humor niestety tylko połowicznie. Oczywiście Mójcion ani dzieciaki nawet nie zauważyły poczynionych postępów…

Pocieszę więc siebie stajennymi zdjęciami z prawdziwymi końskimi pięknościami.

Zestaw stajenny, jak ja go nazywam, został skomponowany w minutę. Dzieciaki nie mogły się doczekać porannego karmienia koni, więc pospieszały mnie jak tylko to one potrafią. A ja ze zdjęciami musiałam się wkomponować między poranne jazdy i najedzone końskie brzuchy. Kilka minut sam na sam w stajni udało nam się jednak znaleźć. Kurtkę ukradłam Mójcionowi - uwielbiam ją. Gdyby nie była odrobinę za duża, kradłabym ją częściej.

Miłego oglądania

Do zobaczenia

Ewa












koszula, biały top - sh
spodnie - mango
buty - gino -rossi
kapelusz - vintage
kurtka  - hm man (stara kolekcja)
okulary - optopro
zegarek -  michael kors

czwartek, 30 kwietnia 2015

paryski szyk z odrobiną nonszalancji






Jak bym mogła zabrać ze sobą do Paryża tylko jeden zestaw ubrań, to zdecydowanie byłaby to biała koszula, luźne spodnie, wygodne buty, coś na grzbiet i torebka, w której zmieści się coś więcej nić portfel i komórka. Co prawda Paryż na tych zdjęciach jest tylko w mojej głowie, a za mną widzicie wielki błękit, Bałtyk i piasek, ale taki zestaw pasował mi idealnie do tego słońca, do mojego nastroju i do okazji (Lany Poniedziałek).

Taki minimalistyczny look z odrobiną nonszalacji (podwinięte nogawki spodni i brooksy) bardzo mi pasuje do tego wykreowanego w magazynach paryskiego szyku. W rzeczywistości paryżanki ubierają się bardzo zwyczajnie. A im dalej od centrum, tym gorzej. Moda tak jak gastronomia w Paryżu rządzi się prawami miejsca. Za cenę kawy w Szóstej Dzielnicy można zjeść lunch w Dwunastej. Dobrze ubrane paryżanki spotkasz w Marais, ale w Barbes królują jedynie turbany i haremki. Chyba trochę Marais zostało w moim sercu i przywiozłam go ze sobą nad Bałtyk. W końcu żyje się tylko raz, nawet za cenę wywiania wszystkich komórek mózgowych.

Do zobaczenia


Ewa









spodnie, okulary - zara
brooksy - tkmaxx
marynarka - ralph lauren
zegarek - michael kors
bransoletka - pandora
torebka - no name

piątek, 20 lutego 2015

biały kołnierzyk i nerdy



Niektóre rzeczy mają po prostu w sobie to coś. Oczywiście nie wszyscy tak sądzą, a mogę śmiało powiedzieć że jeśli chodzi o okulary na mym nosie, to pewnie niewiele z Was myśli podobnie. Na czele z Mójcionem. On uważa, że wyglądam w nich jak Gucio, który chciał być kobietą i wieczorami daje się ponieść wyobraźni.

Te okulary moim zdaniem mają w sobie to coś. Po pierwsze lubię je niezmiernie, po drugie poziom zadowolenia z siebie wskakuje mi w nich o oczko w górę, a po trzecie to kwintesencja kujoństwa – dla mnie to egzotyczne zjawisko trochę z pogranicza science fiction, które zawsze chciałam poczuć, ale nigdy na tyle się nie starałam.

W połączeniu z bardzo formalnym wyglądem typu pani profesor wzbudza we mnie delikatne drżenie serca. Nic mi z opinii Mójciona, to już pewne, zostają ze mną na stałe.  Czasami na nosie – jak mi będzie smutno i źle. Drżenie serca jest dzisiaj prawie na wymarciu. Nie pozwolę mu umrzeć!

Do zobaczenia


Ewa








Miejsce zdjęć - hotel Qubus Kraków

koszula - next
bluzka - sh
spodnie, okulary - zara
szpilki - badura
torba - venezia
zegarek - michael kors
bransoletka - prezent
pierścionek - pandora


sobota, 29 listopada 2014

from Trogir with love




 Stoję w kałuży prawie po kolana. Zgrabiałe palce walczą o każdy ruch. Dzisiaj ubrałam się na czarno, żeby się schować w szarości świtu – może mnie nie zauważy i pozwoli wrócić do ciepłej pościeli? ZNOWU NIC Z TEGO!!!

   Pamiętam, że jeszcze niespełna trzy miesiące temu stan ducha była o trzy poziomy wyżej. A teraz każdego dnia spadam z hukiem do miejsca gdzie za karę zajmuje się kilkoma niecierpiącymi zwłoki sprawami na raz. Wszyscy są święcie przekonani, że sobie poradzę. Tylko to ich niczym nie uzasadnione przekonanie pozwala przetrwać kolejny dzień.

   Gdyby tak wyglądał mój stan ducha trzy miesiące temu to utonęłabym w morzu łez nad zachmurzonym Trogirem – bo przecież wymarzyłam, że będzie zawsze skąpany w blasku słońca. Załamałabym się wówczas nad wyglądem moich nóg, skrzywiłabym się na widok niszczonych w pocie czoła spodenek po młodszej siostrze. Wpadłabym w depresję nad brakiem czasu na blogowanie i totalną dziurą w mózgu gdy siadam do pisania.

Wakacje zmieniają u mnie wszystko. Wówczas osobisty akumulatorek jest zawsze naładowany na 100%JJJ, a mózg włącza tryb wakacyjny – czyści wszystkie pozycje na liście rzeczy do zrobienia, ruguje ze świadomości zamartwianie się wyimaginowanymi problemami.

   Jesienne bezsłońce pozwala za to zachwycać się prawie granatowym niebem nad Małą Wenecją (tak nazywają Trogir Chorwaci – przypuszczam, że to z zazdrościJ). Spodenki ze zdjęć są ulubioną częścią mojej garderoby Mójciona, a to powoduje, że mnie przestaje boleć serce z powodu ich wyglądu.

Dzięki wspomnieniom minionego lata przestaję użalać się nad sobą. Czas zdjąć czarne ciuchy, obciąć kolejne jeansy, założyć prześwitującą bluzkę i doładować baterie. Wiecie, naprawdę rzadko można mnie oglądać w spodenkach. Na palcach jednej ręki policzę ile razy się pokazałam publicznie z gołymi nogami po same pośladki i to tylko latem. No ale wakacje mają swoje prawa, a ja mam swoje niecne powodyJ, żeby je wówczas pokazywać.

Zapraszam do wakacyjnych wspomnień, może podczas oglądania zdjęć Wasz akumulatorek też choć trochę się podładujeJJJ

Do zobaczenia

Ewa













Photos by Stand Up Fashion

 bluzka - no name
bransoletka - by dziubeka
spodenki - diy
sandały - mały butik w rzymie
okulary - oscar de la renta/tkmaxx
torebka - modalu
zegarek - michael kors

Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...