sobota, 7 kwietnia 2012

wielkanocne wariacje


Właśnie odeszłam od „sernika z rosą”, ale bez rosy. Po raz kolejny przyprawił mnie o ból głowy. Co prawda mały postęp już jest, bo pojawiło się na wypieku 18 kropelek. Zła wiadomość jest taka, że powinno być z 1000 razy więcej… No cóż, czas najwyższy na korepetycje u GURU rosy sernikowej (Martuś czekaj mnie. Przybędę jako uczeń, co wiedzę tajemną posiąść może tylko pod czujnym okiem i umysłem Twym).

Tyle gadania o jakimś tam serniku???!!! Rzeczony „sernik z rosą” (u mnie w domu zwany „sernikiem z rosą” Marty), to tak naprawdę tajemny przepis na ambrozję pod postacią sera i kilku jaj. Dam sobie głowę uciąć, że nie poprzestalibyście na jednym kawałku. U mnie po 15 minutach od wyjęcia z piekarnika nie ma już 1/3 niebiańskiego „pójdziemiwbiodra” sernika. Moje dzieło smakowo nie odstaje od mistrzowskiego Marty, ale rosa wyjść mi nie chce za nic w świecie…

Gdybym mogła poczęstowała bym Was wszystkich i życzyła przy tym żeby nie poszło w biodra. I do życzeń dodaję jeszcze kilka konewek wody, żeby tradycji stało się zadość, co by rzędem ustawiali się do Was przystojni panowie lub piękne panie.


    Zdjęcia robione przez ostanie dwa dni. Z zakamarków naszego mieszkania i życia.

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia.

































piątek, 6 kwietnia 2012

jajom mówię nie


Dzisiejszy dzień kojarzy mi się z maratonem. Chociaż w święta porozpieszcza mnie najpierw teściowa, potem mama i na dodatek jeszcze przyjaciele, to i tak na własne życzenie wystartowałam w wyścigu jajecznym. Biłam swoje rekordy w szybkości mycia okien, w ilości ugotowanych jaj, zrobionych zdjęć i wypowiedzianych słów przepraszam... Robię się bardzo nerwowa, gdy stosunek liczby zadań do posiadanego czasu i wiszących dzieci przy nodze jest subiektywnie niesprawiedliwy.

   Patrzę przez umyte dopiero co okno i tęsknię za patrzeniem pod słońce, za długimi włosami, bosymi stopami w sandałach i ostatnim dzwonkiem w szkole. Domyślam się (no bo jak się stratuje w maratonie jajecznym, to się nie ma czasu na czytanie blogów), że jestem w mniejszości z takim NIEkurczaczkowym, NIEzajączkowym i NIEpisankowym postem.

   Będzie za to odrobinę nostalgicznie, bo niedawno znalazłam tę spódnicę i bluzkę w second hand'dzie i nie mogłam się oprzeć, żeby tej pary nie założyć. Brakuje mi do niej jeszcze czarnego kapelusza z dużym rondem, "wiatru w spódnicy" i przystojniaka co mnie pod rękę weźmie i poprowadzi tanecznym krokiem gdzieś tam… Wybaczcie nie przychodzi mi do głowy nic bardziej romantycznego. Same jaja widzę i od czasu do czasu kurczaczka…JJJ

   Jutro obiecuję posta z kurą, pisanki i małe jajeczne room tour. Ale dzisiaj jajom mówię już - NIE.

   Dobranoc i do zobaczenia jutroJJJ.





Photos by Stand Up Fashion

spódnica i bluzka  - sh
naszyjnik  - pull&bear
buty - wojas

środa, 4 kwietnia 2012

komnata rycerza


Niedawno był post o księżniczce… to dzisiaj wycieczka do pokoju małego rycerza.

Wiktor musiał pokochać kolor niebieski, mamusia nie dała mu wyboru. Rzeczony rycerz zatraca się w piłce nożnej i sportowych samochodach… i innych typowo męskich gadżetach.

    Wiktor ma lat 7 i najmniejszy, ale najbardziej kolorowy pokój. A rakieta mojego autorstwa miała przekonać krnąbrnego rycerza o słuszności przeprowadzki do nowego zamku.
    To pomieszczenie było dla mnie nie lada wyzwaniem. Musiałam się mocno nagłówkować. Meble rycerza należało przenieść w komplecie z pokoju księżniczki i upchnąć w dużo mniejszym  pomieszczeniu – zaledwie 8m2. 
    Udało sięJ Ale tylko dzięki temu, że Wiktor śpi na antresoli, półki z koszami na zabawki służą jako schody, a komoda mieści się pod łóżkiem. Nieźle co?:)

    W zeszłym roku pokój przeszedł kolejne przemeblowanie. Układanka skomplikowała się jeszcze bardziej. Meblowy tłok musiał wchłonąć biurko pierwszoklasisty.

Miłego zwiedzaniaJJJ.

























Photos by Stand Up Fashion




poniedziałek, 2 kwietnia 2012

shame


Wyrwaliśmy się do kina. Tym razem ja wybrałam film po rekomendacji Tomasza Gubały (przy okazji pozdrawiam serdecznie dziękując za dzielenie się ze mną swoimi recenzjami na FBJJJ).

„Wstyd” - dramat erotyczny, Steve McQueen

Zaraz po obejrzeniu nie wiedziałam, czy film mi się podobał czy nie. Są filmy, kiedy trudno mi się zdecydować. Czasami nie wiem, czy to co czuję po wyjściu z kina przypomina jedzenie wyrafinowanego posiłku w ekskluzywnej restauracji, czy zapychanie hamburgera z frytkami w Mac’u. Ale lubię to uczucie, bo zmusza mnie do poszukania dodatkowych smaków. Wstyd porównałabym do jedzenia wykwintnego ragout z królika w rynsztoku.

Nie jest to film łatwy w odbiorze. Przez 2 godziny bombarduje widza uczuciami z pogranicza patologii, zmuszając jednocześnie do zadawania pytań, których pewnie nikt by sobie nie zadał.

Podczas oglądania trudno sobie poradzić z ogromem docierających wrażeń wzrokowych z rodzaju „piękne jest brzydkie, a brzydkie jest piękne”. Ciągle doznawałam huśtawki emocjonalnej. Delikatnie pod górę i zaraz gwałtownie w dół. Totalny uczuciowy roller coaster. Zderzenie delikatności i kruchości z brutalnym, pustym światem przyjemności.

Moja ulubiona scena filmu, to występ Carey Mulligan (Sissy) w klubie, śpiewającej „New York, New York”. Wykonanie Sissy w porównaniu do oryginału Lizy Minelli jest jak zestawienie dnia z nocą. Jedna z wielu scen naładowanych emocjonalnie do granicy możliwości. Oglądając oczekujesz, że ta przyjemność jeszcze potrwa, jeszcze trochę… jeszcze chwilę… Nie. To koniec. A zaraz potem gwałtowne przenosiny do drastycznego i przyziemnego świata sex świra.

Scena końcowa porusza do głębi świdrując rozgrzanym pogrzebaczem w moim sercu. Płaczący Michael Fassbender  jest fenomenalny. Mnie samej ciężko znieść widok szlochającego mężczyzny wyciągniętego z suszarki uczuć Made in New York. W tym modelu na trybie 1000 obrotów nie pozostało w wysuszonej duszy Michaela prawie nic. Totalna i bezkresna próżnia emocjonalna. Nic co miałoby jakikolwiek sens, życie bez celu. Czy warto zaczynać od nowa… co oznacza początek…

Jednym zdaniem: Bardzo dobry film o samotności i poszukiwaniu miłości. Polecam obejrzeć każdemu kto lubi w kinie myśleć, czuć, przeżywać i widzieć (nie tylko patrzeć).



















Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...