wtorek, 15 stycznia 2013

wielkie rozdanie z e-lady


Już po raz trzeci przygotowałam dla Was razem ze sklepem e –lady  rozdanie, w którym do wygrania są aż 3 bony, każdy o wartości 100 zł do wykorzystania na dowolne zakupy w ich sklepie internetowym.
3 x      



Z firmą e-lady współpracuję już od kilku miesięcy i dzięki temu co jakiś czas mam dla Was takie rarytasy:):):)



  Każda kobieta i każdy mężczyzna znajdzie tu coś dla siebie lub bliskich. Wybór bielizny jest ogromny, aż będziecie mieć problem żeby się zdecydować!!! Sklep przetestowałam najpierw na własnej skórze i powiem Wam, że obsługa jest naprawdę świetna, kontakt z klientem na 5, no i wysyłka ekspresowa. Czego chcieć więcej? Do dzieła kochani!!!


UWAGA ZAKOCHANI: ZBLIŻAJĄ SIĘ WALENTYNKI!!! BĘDZIE JAK ZNALAZŁ!!!

Zasady jak zwykle są bardzo proste:
               
1. Polubić E-Lady na Facebooku
2. Dodać "Stand Up Fashion” do obserwowanych (jeśli nie macie konta Google polubcie bloga na Facebooku)


3. Jeśli dodatkowo udostępnisz informację na swojej tablicy na Facebooku z aktywnym linkiem do posta, zwiększysz swoje szanse w losowaniu dwukrotnieJJJ.

4. Zostawić w komentarzu pod tym postem imię, pierwszą literkę nazwiska i adres mailowy, oraz informację czy udostępniliście konkurs na FB.

5. Trzech zwycięzców zostanie wybranych drogą losowania.

6. Konkurs trwa  14 dni, do 28 stycznia 2013, do godz. 23:59. 
Wyniki ogłoszę najpóźniej 29 stycznia. 



Powodzenia!!!

niedziela, 13 stycznia 2013

spowolnienie


„…Moje uczucie przypomina młynki modlitewne w Tybecie. Kiedy obracasz młynkami, wartości i uczucia znajdują się na zewnątrz, unoszą się i opadają. Jaśnieją i zatapiają się w mroku. Ale prawdziwa miłość przyczepiona do osi młynka się nie porusza…”

Aomame o swojej miłości w pierwszym tomie „1Q84”
Haruki Murakami

Lubię pisarzy, których książki napełniają ochotą do próbowania. Murakami ma tę zdolność. Zazdroszczę mu jej najbardziej ze wszystkich jego talentów.




Jeśli Murakami zechciałby napisać o kotlecie mielonym to z pewnością pod koniec opisu nabrałabym nieposkromionej ochoty na mięsną, smażoną sieczkę. Przy końcu akapitu o kotlecie zaczęłabym wertować książkę kucharską w poszukiwaniu oryginalnego przepisu. Są tacy, którzy potrafią wyostrzyć zmysły na tyle, że chce się  od razu zabrać do pracy. A Murakami budzi zmysły w taki sposób, że nie pozwalają spokojnie zasnąć bez ugaszenia nieposkromionego pragnienia. Jest w tym mistrzem. Z pewnością jego książki nie są lekturą dla osób rozpoczynjących dietęJJJ. I żeby była jasność, Haruki nie pisze książek kucharskich…JJJ.

Nie chcę, żeby to była recenzja. Nie mam w tym zakresie ani wykształcenia, ani zbyt szczególnych kwalifikacji. Chciałam się jedynie z Wami podzielić uczuciami, które potrafi wzbudzić w czytelniku Murakami. Kalejdoskop uczuć, które potrafi obudzić we mnie.



Mało jest książek, które lubię czytać po raz drugi. A trylogia „1Q84” jest na czele tej listy. Murakami jak nikt inny potrafi zbudować wokół swoich bohaterów zagadkowy i trochę surrealistyczny świat. Prawie całkowicie oderwany od rzeczywistości. Prostymi, prawie naturalistycznym zdaniami buduje świat dwójki głównych bohaterów Aomame i Tengo.

Dwa odrębne wątki, dwa zupełnie inne światy, dwoje tak różnych od siebie ludzi. Książka o samotności, tęsknocie i miłości. I niewątpliwie jedna z jego najlepszych. Uczucia, które towarzyszyły mi po przeczytaniu trzech tomów, chciałam nazwać jednym słowem lub prostym zdaniem. Miałam taką potrzebę.

I nazwałam - spowolnienie.

Ale nie w pejoratywnym kontekście. To specyficzne spowolnienie. Powodujące, że proste czynności nabierają szczególnego znaczenia. Długo pamiętasz smak potraw, zastanawiasz się nad każdym wypowiedzianym zdaniem przyjaciela, a miłość nie jest szybka, przelotna, płaska. Spowolnienie, które nadaje kształt, kolor i wyraz. Jak dopiero co ukończone dzieło malarza. Wczoraj było szybkim szkicem, dzisiaj jest ukończone i pełne. I chcesz żeby twoje życie już właśnie w ten sposób wyglądało. Niespiesznie. Bo czekanie nadaje sens.

Życzę Wam dzisiaj spowolnienia. Do zobaczenia.

I na koniec chciałam szczególnie podziękować Panu Profesorowi Janowi Malickiemu za udostępnienie przepięknych pomieszczeń Biblioteki Śląskiej do zdjęć.



















bransoletki - by dziubeka
marynarka - promod
top - e-lady
okulary - no name
spodnie - berska
komin - no name zwędzony mężowi
buty - calvin klein
zegarek - atlantic zwędzony mężowi
pasek - sh
kolczyki - h&m


wtorek, 8 stycznia 2013

już prawie wakacje...


W połowie roku szkolnego zaczynam tęsknić za wakacjami. Nawet sobie tego tak bardzo nie uświadamiam. Gdzieś z tyłu głowy, na poziomie podświadomym, mam na sobie słomkowy kapelusz i sandały. W ręku trzymam książkę i patrzę na najpiękniejszy odcień błękitu po horyzont.

Teraz patrzę na dwa niebieskie koce, rozłożone w salonie na podłodze, po których bezceremonialnie pływają Księżniczka i Rycerz. Smarują się moim kremem do stóp, żeby nie poparzyło ich słońce 8 x 20W marki Osram. Plecaki spakowane, Barbie ma na sobie strój kąpielowy, Ken się już rozbiera. Ponton nadmuchany, pasażerowie prosto z samolotu wsiadają na prom Toy Story, a obok stoi nie rozebrana jeszcze choinka…JJJ. Dom wariatów.

Tak bardzo bym chciała, żeby obraz z podświadomości zmaterializował się już teraz na dobre. Słońce, potrzebuję cię! Jeszcze chwil kilka temu, dałabym sobie radę, teraz idę śnić turkusowe sny z nadzieją, że obudzę się z czerwcowymi promieniami na policzku. I założę słomkowy kapelusz w drodze do pracy.

  Zdjęcia ze spaceru w bezśnieżną pogodę. Tatarakowy śnieg wygląda jak prawdziwy, prawda?
    
Do zobaczenia już  niedługo.
Ewa





































Photos by Stand Up Fashion

Julia ma na sobie:

kombinezon - h&m
buty - ecco
czapka - zara

Wiktor ma na sobie:

kurtka - kappahl
spodnie, czapka - h&m
buty - geox

niedziela, 6 stycznia 2013

matrioszka


W środku mnie kryją się światy do których skrzętnie bronię dostępu. Jestem jak matrioszka. Żeby odkryć co mi w duszy gra trzeba się mocno natrudzić. W moim przypadku odkręcanie kolejnych główek lalkom z kwiecistą chustą i okrągłymi czerwonymi polikami trwa nawet latami.



Im dłużej żyję na tym świecie, tym rzadziej ktoś chce zajrzeć do środka i sprawdzić, czy za następną kryje się kolejna babuszka. Obwiniam o to pęd, w którym żyjemy i powierzchowność kontaktów, ale przede wszystkim siebie. Jestem introwertyczką przez duże I. Trudno się ze mną rozmawia, rzadko mówię o sobie. Zostałam zmuszona do nauki mówienia o uczuciach w dorosłym życiu, ale nadal kiepsko mi to wychodzi. Najgorzej jest podczas rozmowy twarzą w twarz - kilka na siłę wyrywanych z mej duszy słów, czasami ze łzami w oczach i niekończącą się ilością przydługich pauz w trakcie… jestem beznadziejnym przypadkiem. Pewnie dlatego moje babuszki siedzą głównie w środku i pokazują się tylko tym, którzy bardzo, bardzo, bardzo chcą je zobaczyć i są niezwykle zdeterminowani.
W matrioszce kryje się dostępny tylko nielicznym świat. A wraz z kolejną babuszką kolejny, jeszcze rzadziej odwiedzany, a w nim kolejny. Parafrazując jestem jak Shrek, czyli jak cebula – mam warstwy. Każda warstwa jest ważna, ale dopiero wszystkie na raz tworzą pełen obraz. Nie można mnie poznać oglądając jedynie wybrane kawałki. Dopiero przegląd wszystkich warstw tworzy pełny i prawdziwy obraz - prawdziwa ja.

Zaryzykuję stwierdzenie, że dzisiaj trzeba się naprawdę mocno wysilić, żeby kogoś poznać. A czasami mamy złudne poczucie, że jest wręcz przeciwnie. Bo przecież postęp informatyczny tworzy nam tę iluzję. Niejednokrotnie tysiąc znajomych na Facebook’u (Fb) = zero przyjaciół.

Tak sobie myślę, że sukces Fb sprowadza się do niwelowania u ludzi poczucia samotności. Na Fb nigdy nie jesteś sam, zawsze ktoś zalajkuje, ktoś do Ciebie napisze. Jak nie napisze człowiek, to jakaś firma lub marka. Ktoś zawsze zamruga do Ciebie zieloną kropką na Messenger’ze dając dowód, że nie jesteś sam. I już jest Ci lepiej… nie jestem sam, ktoś Cię lubi…

Trochę mnie to wszystko martwi, głównie ze względu na dzieci. Boję się, że za kilka lat (no może kilkadziesiąt) będziemy się widywać tylko wirtualnie i nikt nie będzie chciał (miał czasu) zaglądać do środka matrioszki. A wiecie co się dzieje z nieużywanymi organami… Bez środka, bez warstw, bez głębi, bez duszy, bez uczuć… nie ma nas.

Życzę Wam w Nowym Roku, żebyście znaleźli czas na odkrycie wszystkich babuszek Waszych znajomych, bliskich, przyjaciół. Liczy się całość, a nie kawałki.

Do zobaczenia.
Ewa.




















 Photos by Stand Up Fashion

komin - bershka
płaszcz - f&f
sukienka- h&m
sweter - top shop
kozaki - apia
torebka - givenchy
rękawiczki, beret - no name


Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...