Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wittchen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wittchen. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

modowa bitwa w forum gliwice



     Jakiś czas temu w Gliwickim Forum odbyła się modowa „flash bitwa” na stylizacje inspirowane filmem. Film jak żadna inna forma sztuki potrafi wywołać we mnie autentyczne emocje, przywołać obrazy i skojarzenia. Połączyć w coś co już zawsze będzie mi się kojarzyło dobrze lub źle.
     
      Ja postanowiłam postawić na retro – i pewnie nikogo tym wyborem nie zdziwię. To moja bajka, moje klimaty i filmy z lat 50 tych, które bardzo lubię. Jak poślubić milionera z kultową rolą Marilyn Monroe oraz wspaniałymi Lauren Bacall, Betty Grable  wywołuje zawsze mój uśmiech i tęsknotę za rozkloszowanymi sukienkami.

       Pokażę Wam jak ten dzień i praca nad sesją zdjęciową wyglądał od kuchni.  Wszyscy uczestnicy modowej bitwy mieli do dyspozycji  ubrania i dodatki z określonych butików – co było zdecydowanym utrudnieniem. Mogliśmy wybrać tylko po jednej rzeczy i niestety nie mogliśmy tego ze sobą zestawić, żeby zobaczyć, czy do siebie pasują i ocenić efekt końcowy.  Dopuszczalna była tylko wymiana na inny rozmiar tej samej rzeczy, jeśli była oczywiście dostępna.  
      Fotografował Robert Zuchniewicz, w roli modelki wcieliła się dzielnie Kamila Gawenda – podziwiam wytrzymałość i zaangażowanie – skakanie na szpilkach to było mistrzostwo świata!
        Tak więc zostawiam Was z tą fotorelacją i efektem końcowym pracy Roberta, Kamili  i moim.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba:).

Do zobaczenia 

Ewa


Scenografia, stylizacja, fryzura – ja
Fotografia – Robert Zuchniewicz
Modelka – Kamila Gawenda
















 Kamila ma na sobie:

sukienka, buty – simple
bluzka (tył na przód:)) – kappahl
naszyjnik, kolczyki – reserved
okulary – vision express
torebka, apaszka, rękawiczki - wittchen
Obrus, filiżanka, czajniczek -  home&you
stołek - madam stoltz
pudełko - tk maxx

wtorek, 4 lutego 2014

once a week - lookbook - vintage & glamour



     Zastanawiam się za każdym razem jak sięgam po Murakamiego (a robię to dosyć często), jak to jest możliwe, że po przeczytaniu kilku stron, spływa na mnie wena. Otwieram fioletowy, skórzany kajecik i słowa same układają się w zgrabne zdania. Nabierają znaczenia proste czynności, które zaraz natychmiast chciałbym opisać po swojemu. Czasami poprzestaję na wydumanym zdaniu i odpuszczam sobie speszona tym co napisałam. Czasami wychodzą mi nawet opowiadania. Z żadnym innym autorem takie weny mi się nie zdarzają. 
     Raz pamiętam po przeczytaniu „Drwala” Michała Witkowskiego i zachwycie nad opisem krewetkowej pani zasiadłam do pisania, bo ta scena wzbudziła we mnie tak żywy obraz, niczym film wyreżyserowany po mistrzowsku z Oskarową obsadą. Poruszyła coś tam w mojej głowie i ping pong odbił się na głowie Pomysłowego Dobromira. Też chciałam być taka genialna (chociaż książka mi się nie podobała, oprócz tej jednej sceny) i napisać coś przynajmniej dobrego. Albo chociaż, żeby kilka brwi uniosło się w niemym zachwycie. Nic się nie stało, nie napisałam porywającego opowiadania, żadna brew się nie uniosła.

     Otwieram dowolną powieść H.M. na chybił trafił, wybieram stronę, proste słowa wypełniają mi głowę i czuję, że ja też chcę coś powiedzieć. To takie piękne uczucie. To chyba najbardziej w nim kocham, tę wartość dodaną do genialnej prozy.

      Dzisiaj obiema rękami podpisuję się pod cytatem, jakby mi to wyjął z głowy i serca.  Taki stan. Kiedyś dawno.

„…później kilkakrotnie owinął swoje uczucia czymś, jakby cienką błoną, i z pustą głową starzał się z godziny na godzinę”

Haruki Murakami „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”

Do zobaczenia

Ewa









Photos by Stand Up Fashion

bransoletka personalizowana - she bijou
zegarek - michael kors
rękawiczki - wittchen
koszula - vintage
spódnica - h&m
kozaki - apia
naszyjnik, torebka - glitter
płaszcz - promod

niedziela, 12 stycznia 2014

once a week - look book - retro woman


Część mojej duszy zawsze będzie śpiewać na widok szerokich płaszczy z przykrótkimi rękawami, rozkloszowanych spódnic, podniesionych misternych koków, kocich kresek na powiekach i wyzywających czerwonych ust.
To moja wersja stylu retro.  Najbardziej lubię torebkę z krokodylej skóry upolowaną w lumpeksie. Miałam wtedy świetny torebkowy dzień. Same cuda wpadały w moje ręce, a ja jak dziecko w sklepie z zabawkami kompulsywnie wkładałam do koszyka coraz to nowe okazy. Nie robi to dobrze oczywiście nikomu, szczególnie cierpi na tym moja rodzina, kiedy to po kryjomu wynoszę ze wspólnej przedpokojowej szafy na odzież wierzchnią, ich rzeczy, żeby zrobić miejsce na te moje torebkowe znaleziska. 
Jestem uzależniona – czas to przyznać. Bo prawda jest taka, że w moim bagażniku w samochodzie podróżuje więcej torebek niż przez całe życie miała większość moich koleżanek. Usprawiedliwia mnie jedynie to, że gustuję w takich z duszą. Gładzę starą skórę i przed oczami staje mi kawiarnia z epoki, za szybą kobieta, która podnosi do ust filiżankę z białej porcelany, dłonią w rękawiczce odgarnia kosmyk z czoła, który tylko pozornie wymknął się z wysokiego koka. Czuję całą sobą ten klimat z przełomu wieków, tę niespieszność i kokieterię. Kiedyś kobietom było łatwiej, bo moda krępowała tylko ich ciała, dzisiaj krępuje ich dusze. 

Do zobaczenia.

          Ewa












Photos by Stand Up Fashion

peleryna  -  sh/biga styl
kaszmirowy golf - prezent od sister
spodnie - zara
rękawiczki - wittchen
szpilki - gino rossi
torebka - escort/sh
bransoletki - by dziubeka
zegarek - michael kors

sobota, 4 stycznia 2014

once a week - minimalism




            Jak powiedział dawno temu Charles Pierre Baudelaire - "absolutna prostota to najlepszy sposób żeby się wyróżnić". Ja pójdę o jeden mały kroczek do przodu i powiem Wam, że w prostocie tkwi wielka siła, która może przekraczać ramy codzienności. Ważne jest tylko żeby przeskoczyć z prostoty użytkowej do prostoty wyrafinowanej, takiej odrobinę przemyślanej. Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zwykły codzienny zestaw, staje się przemyślaną stylizacją w nurcie minimalizmu. Ale wiecie co najbardziej podoba mi się w prostocie. To, że minimalizm prezentuje nie siebie tylko osobę, nie krzyczy tylko zwraca uwagę na jakość i fakturę materiału. Zmusza do głębszego poznania, zaciekawia i uspokaja jednocześnie. Taka filozofia mi pasuje. W tym czuję się dobrze, do tego zmierzam.

Do zobaczenia

Ewa













Photos by Syand Up Fashion

płaszcz/coat - solar
 top - sh biga style
spodnie/pants - zara
szpilki/heels - new look
komin/wrap - sh biga style + DIY
rękawiczki/gloves - wittchen
zegarek - michael kors

Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...