Pokazywanie postów oznaczonych etykietą him. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą him. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2015

światłoczuła





Pogoda jest dokładnie taka sama jak mój nastrój. Na przemian słońce i załamanie pogody. Jestem tak bardzo światłoczuła jak to możliwe. W sumie to powinnam sprawdzać pogodę i odpowiednio wcześnie reagować, ale problem jest bardziej skomplikowany. Tak skomplikowany jak kobieta. Nie dość, że nie rozumie nas nikt (w szczególności faceci) to my same też siebie niejednokrotnie nie rozumiemy. Czasami zdaje mi się, że do szczęścia jest mi potrzebna tylko dawka kofeiny z mlekiem (szczególnie o 7.00 rano, a potem kolejno o 12.00 i 15.00), ale proces odzyskiwania siebie po okresie bez słońca jest bardziej skomplikowany. Dzisiaj podam Wam na tacy kilka moich ulubionych i sprawdzonych „dawek słońca” w pochmurne dni.
Można używać bez ograniczeń!!

1.       Wizyta w księgarni zawsze poprawia mi nastrój. Zdradzę Wam sekret: Był taki czas kiedy w tajemnicy przed Mójcionem po pracy wpadałam do Empiku (niestety teraz nie mam po drodze) i siadałam między regałami na podłodze w dziale dziecięcym. Czytałam i wąchałam. Do tej pory nie mogę się zdecydować co mi bardziej poprawia nastrój czytanie książeczek dla dzieci czy ich wąchanie… Supermarkety z działami książkowymi niestety nie wchodzą w tę opcję. Brak klimatu nie poprawi mi nastroju. W sumie antykwariat też mógłby być, ale niestety nie znam takiego z klimatem, gdzie nie śmierdzi stęchlizną i można posiedzieć na podłodze bez narażania się na niewybredne komentarze. Dajcie znać jak taki znacie w woj. śląskim.

2.       Ciepła, chrupiąca bułeczka z masłem (nie z żadną tam margaryną) i konfiturą morelową, kubkiem parującej kawy, wełnianymi skarpetami na stopach i książką na kolanach. To jest trudne do wykonania, ale daje stuprocentową pewność na dobry początek dnia bez chandry.
W sumie to można podrasować wczorajsze czerstwawe bułki na tosterze albo w piekarniku i też gra gitara.

3.       O każdej porze i w każdym czasie przytulaniec na łyżeczkę. Najlepiej nadaje się taki duży i męski osobnik z dobrze rozwiniętą empatią.

4.       Wtulanie się w ciepłe ciałka dzieci i wąchanie ich za uszami i nie puszczanie choćby piszczały i krzyczały: mamo już dość, już wystarczy, puść już, oj to łaskocze, mamooooo już nie mogę, mamo chce mi się siku!

5.       Duży kawałek ciasta czekoladowego z chili i sosem balsamicznym. O raju, oszalałam na punkcie tego smaku. Pierwszy raz zrobiłam to ciasto miesiąc temu i od tego czasu robiłam je już chyba z sześć razy. Jest boskie, jest obłędne i jest uzależniające. Tak przyznaje się, jestem uzależniona, nawet dzieciaki (choć nie przepadają za ostrymi smakami) za nim szaleją. W sumie to nie znam osoby, której by nie smakowało (chyba, że mnie oszukują…).

6.       No i co z tego, że słońce nie świeci? Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to stan przejściowy. Przecież to tylko deszcz, wiatr albo śnieg.

Kiedyś gdy jeszcze więcej chodziłam niż jeździłam samochodem lepiej znosiłam braki słońca. Wiedziałam co to parasol, miałam kalosze, wygodną torbę. Szpilek miałam sztuk zero. Teraz mam więcej szpilek niż butów na płaskim obcasie (samochód), wielkie torby, w których przenoszę cały dobytek z samochodu w inne miejsca, a parasola nie rozkładałam od lat. Nie mam kaloszy (w samochodzie nie są potrzebne). Mam za to huśtawki nastrojów i ciepełko pod pupą.
I choć w dalszym ciągu przychodzi mi to z trudnością, to zdarza mi się wysiąść z samochodu i przyjrzeć się przez kilka chwil wschodowi słońca, zrobić „oreła” na śniegu albo stać z otwartą buzią i smakować deszcz. Nic a nic tak dobrze mnie nie nastraja jak małe szaleństwa w poukładanym co do minuty planie dnia.

Wiecie co, zaczęłam pisać tego posta kiedy z nieba walił śnieg, a południe przypominało raczej zmierzch. Teraz świeci słońce jak w piękny wiosenny dzień, a niebo ma kolor najpiękniejszego błękitu.

I jak tu nie wierzyć słowom, że jesteśmy siłą sprawczą naszego życia?

Na koniec słoneczne zdjęcia z Krakowa.

Do zobaczenia


Ewa








płaszcz, okulary, spodnie - zara
golf - sh
rękawiczki - no name
torba - venezia
sztyblety - gino rossi
szalik - h&m men

czwartek, 30 października 2014

wzory na spódnicy i Oscar De La Renta na nosie


Moje ciało zwija się rano z zimna pod wełnianym płaszczem, zgrabiałe ręce próbują dodać sobie otuchy nawzajem. Zahibernowane myśli  odtają dopiero po kubku kawy. Droga do pracy jest za krótka nawet dla mojego samochodu – rozgrzewa się dopiero gdy zajmuję miejsce parkingowe o nieprzyzwoitej godzinie. Tęsknię do ciepłych dłoni,  nagiego brzucha i kawy dla przyjemności. Do ciepłych stóp w samochodzie i słomkowego kapelusza.  Wybaczcie ten wakacyjny klimat. Ratuję się jak mogę.

Do zobaczenia


Ewa








spódnica - DIY
tshirt - diesel
kapelusz, torba - sh
okulary - oscar de la renta/tk maxx
tenisówki - h&m

czwartek, 24 kwietnia 2014

niedzielny spacer



Wróciliśmy z czterodniowego wypadu do Ziemi Kłodzkiej. Wszyscy zakochani bez pamięci, już tęsknimy za przytulnymi miasteczkami  - zdrojami, za przyjaznymi  górami – idealnymi żeby zaszczepić w dzieciach bakcyla górskiego piechura.  Za zapachem wilgotnego od mchu powietrza i za bajkowym czarem roztaczanym za każdym rogiem wybrukowanych kocimi łbami ulic. Ziemia Kłodzka  kłania się przede wszystkim dzieciom – tyle historycznych miejsc z bajkowym klimatem i dobrą infrastrukturą nie znajdziecie nigdzie indziej.  Choćbyśmy tam byli przez dwa tygodnie i każdego dnia zwiedzali coś innego – to zostałoby nam jeszcze drugie tyle z kawałkiem.  Na pewno wrócimy, do takiej miłości się wraca nie tylko w marzeniach.  Ech roztkliwiłam się… ale obiecuję Wam fotorelację z naszego wielkanocnego wypadu do Kudowy Zdroju, najpierw jednak muszę się zmierzyć z pełną kartą pamięci i brakiem miejsca na dysku komputera.

Tymczasem zostawiam Was na Ziemi Zagłębiowskiej  i  wspomnieniem pewnej niedzieli.  Nic specjalnego, ot  zwyczajny spacer. Ale jednak inny niż wszystkie. Taki spacer kiedy trybiki poruszają się wolniej i bardziej precyzyjnie – łatwo pozwalają wskoczyć na wyższy poziom. Zmieniam wtedy chętnie  stan skupienia na stały pod wpływem słońca i namiastki wody.  Jestem coraz mniej przeźroczysta. Coraz bardziej pachnę wiosną. Taki stan – jak go nazwać? Szczęście?

Do zobaczenia

Ewa






Photos by Stand Up Fashion

spodnie - h&m
marynarka, bluzka - promod
wingtipy - allegro
torebka - sh biga styl
okulary - oscar de la renta

wtorek, 4 lutego 2014

once a week - lookbook - vintage & glamour



     Zastanawiam się za każdym razem jak sięgam po Murakamiego (a robię to dosyć często), jak to jest możliwe, że po przeczytaniu kilku stron, spływa na mnie wena. Otwieram fioletowy, skórzany kajecik i słowa same układają się w zgrabne zdania. Nabierają znaczenia proste czynności, które zaraz natychmiast chciałbym opisać po swojemu. Czasami poprzestaję na wydumanym zdaniu i odpuszczam sobie speszona tym co napisałam. Czasami wychodzą mi nawet opowiadania. Z żadnym innym autorem takie weny mi się nie zdarzają. 
     Raz pamiętam po przeczytaniu „Drwala” Michała Witkowskiego i zachwycie nad opisem krewetkowej pani zasiadłam do pisania, bo ta scena wzbudziła we mnie tak żywy obraz, niczym film wyreżyserowany po mistrzowsku z Oskarową obsadą. Poruszyła coś tam w mojej głowie i ping pong odbił się na głowie Pomysłowego Dobromira. Też chciałam być taka genialna (chociaż książka mi się nie podobała, oprócz tej jednej sceny) i napisać coś przynajmniej dobrego. Albo chociaż, żeby kilka brwi uniosło się w niemym zachwycie. Nic się nie stało, nie napisałam porywającego opowiadania, żadna brew się nie uniosła.

     Otwieram dowolną powieść H.M. na chybił trafił, wybieram stronę, proste słowa wypełniają mi głowę i czuję, że ja też chcę coś powiedzieć. To takie piękne uczucie. To chyba najbardziej w nim kocham, tę wartość dodaną do genialnej prozy.

      Dzisiaj obiema rękami podpisuję się pod cytatem, jakby mi to wyjął z głowy i serca.  Taki stan. Kiedyś dawno.

„…później kilkakrotnie owinął swoje uczucia czymś, jakby cienką błoną, i z pustą głową starzał się z godziny na godzinę”

Haruki Murakami „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”

Do zobaczenia

Ewa









Photos by Stand Up Fashion

bransoletka personalizowana - she bijou
zegarek - michael kors
rękawiczki - wittchen
koszula - vintage
spódnica - h&m
kozaki - apia
naszyjnik, torebka - glitter
płaszcz - promod

sobota, 2 listopada 2013

dwa bieguny



     Publikując ostatniego posta, byłam z siebie taka dumna, że poszło mi to w zawrotnym tempie. Od zrobienia zdjęć do publikacji - jakieś 10 godzin, co jest w moim przypadku ewenementem na skalę co najmniej wielkiego zdziwienia. Dumna i blada myślałam sobie, że teraz nadrobię zagległości, o których wstyd mi nawet wspominać. Ale czas w ostanim tygodniu jakby przyśpieszył robiąc mi na złość, i zanim się nie obejrzałam minął prawie tydzień od mojej ostatniej aktywności na blogu i od tych śmiesznych postanowień. Oczywiście zaległości urosły, a czas jak to czas przeleciał mi przez palce. Prawdę mówiąc dzieje się to ciągle w moim życiu, w Waszy też?
    
     Tylko teraz jakby bardziej się zdziwiłam, że to już po 1 listopada. I że muszę ruszyć pełną parą z przygotowaniami do urodzin Julii (bal księżniczek się nam szykuje dla kilkunastu młodych dam, wygłodniałych długich sukienek z falbankami, cekinami i kryształkami ). 

    O zdjęciach z moim zapracowanym Mójcionem mogłam tylko pomarzyć. Julia odmówiła współpracy racząc nas zapaleniem krtani i nieprzespanymi nocami umilanymi złowrogim szczekaniem (kaszel przy zapaleniu krtani przypomina szczekanie psa). Zdesperowana przejrzałam zasoby twardego dysku, w poszukiwaniu czegoś niebardzo przykurzonego upływem czasu. I znalazłam te zdjęcia moich Dwóch Biegunów, zrobione późną wiosną tego roku. Lubię ich klimat. Pewnie ten kto nie zna moich dzieci osobiście, patrząc na te zdjęcia, powidziałby, że mają podobny temperament. Nic bardziej mylnego. Krańcowo różne charaktery, dwa bieguny.

    I pewnie dlatego tak dobrze się razem dogadują. 

Do zobaczenia 
Ewa





















Photos by Ewa Witczak

Julia ma na sobie:
sweter, sukienka - sh
buty - next
torebka - prezent od babci z Zakopanego:)

Wiktor ma na sobie:
kurtka - h&m
koszula - george
spodnie - zara
buty - timberland

Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...