niedziela, 6 maja 2012

majówka na głowie


Podobno Księżniczka spała dzisiaj ze mną pół nocy. Nie zauważyłam… Zasnęłam tak szybko i intensywnie, że po obudzeniu nie wiedziałam, czy jestem chłopcem czy dziewczynką. Zrozumienie tego faktu zajęło mi trochę czasu. W podjęciu decyzji pomogła mi wizyta w toalecie i naoczne dowody.

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale ja nigdy nie mam najmniejszych problemów z zaśnięciem. Mójcion akurat tego mi zazdrości i bardzo żałuje, że na olimpiadzie w Londynie nie ma konkurencji w szybkości zasypiania, bo złoto miałabym murowane… Śmieje się ze mnie, że zasypiam w momencie, kiedy moja głowa opada na poduszkę… złośliwiec.

Z letargu obudziła mnie pierwsza kawa. Od razu przypomniałam sobie, że mam dzieci. Po kolejnej dawce kofeiny, że dnia poprzedniego obiecałam im wycieczkę. Po godzinie było już na tyle dobrze, że byłam w stanie się ubrać i spakować.

Mójcion nie wierzył jednak, że tego dnia dwie kulki w mojej głowie spotkają się wybuchając eksplozją natchnienia w postaci domowego obiadu. Chyba częściej będę popadała w podobne stany, bo obiad poza domem bardzo mi odpowiadałJJJ.

Księżniczka wymyśliła sobie, że musi iść na plażową wycieczkę. Zabrała nawet kolegę i koleżankę w plażowych strojach, którzy dzielnie jej asystowali w makaronowych zmaganiach.
Dzień mimo porannej amnezji okazał się słoneczny i bardzo przyjemny. Szkoda tylko, że z miejskiej plaży wygoniła nas burza.

Pozdrawiam Was wiosennie, do zobaczenia JJJ.






               




 
















Photos by Stand Up Fashion

Ja
spodnie - big star
koszula - sh
buty - nn +DIY
torebka  - romwe
okulary - allegro
pierścionek - h&m

Julia
sukienka - nn
kapelusz - h&m

Wiktor
koszulka - h&m
spodenki - sh




czwartek, 3 maja 2012

lenonki zatrzymają czas


Bardzo chciałabym móc powiedzieć, że podczas tego weekendu nic nie robię na tyle sposobów, że trudno mi się w tym szczęściu ogarnąć.

Fakty w moim przypadku są jednak inne. Niestety nie ogarniam zaległej roboty. Od dłuższego już czasu systematycznie gromadzonej na długi weekend. Poza tym nic nie robienie za bardzo mi nie wychodzi. Próbuję zmieścić w tych wolnych dniach zaległości z ostatniego miesiąca, w tym chore dzieci. Nie wychodzi mi za dobrze. Chyba zacznę przekonywać Mójciona, że niewyprasowane koszule są teraz trendy…

Im bardziej posunięta w latach, tym jest gorzej. Z nieuchronnym biegiem kolejnych wiosen czas jest dla mnie coraz cenniejszy. Ja każdą chwilę dzielę na cztery, co powoduje, że każdą zmarnowaną opłakuję jak wielką stratę. Prowadzi to do tego, że nie biorę nadgodzin, nie oglądam telewizji, nie spotykam się bo wypada, nie rozpamiętuję, nie dzielę wszystkiego na czworo, nie gadam jak za bardzo nie wiem co mam powiedzieć, nie walczę z wiatrakami i z tym na co nie mam wpływu…

Pewnie ktoś mnie kiedyś z tego wszystkiego rozliczy. No cóż, każdy ma takie „Waka, waka” na jakie sobie zasłużył.

Ale dzisiaj wyjątkowo moje motto - jakoś to będzie. Zakładam lenonki i może trochę cofnę czas…

Miłego długiego nic nierobieniaJJJ.


















 Photos by Stand Up Fashion

marynarka - promod
top - bershka
spodnie - cubus kids
buty - converse
koszula - reserved
bransoletka, naszyjnik - h&m
torebka - romwe
okulary - allegro
zegarek - michael kors
szalik - benetton




wtorek, 1 maja 2012

Oscar de la Renta na Fashion Week Poland


Podobno jestem w czepku urodzona. Tak mi co i rusz powtarzają wszyscy, a szczególnie często moja siostra i mama. To jak mnie widzą inni i że każą cieszyć się z "czepka", uświadomiło mi ostatecznie, że rzeczywiście mam w życiu szczęście. Poza filarami szczęścia w postaci rodziny, to od czasu do czasu spotykają mnie też małe szczęścia, takie kwiatki na tym czepku. No bo jak tu nie nazwać małym szczęściem szafiarskiej historii Oscara de la Renty...

Pod koniec zeszłego roku wymyśliłam sobie, że niezbędna mi jest tweedowa marynarka w stylu Chanel. Prosta forma, bez zapięcia, idealnie skrojona. W sklepach nie znalazłam wtedy ani jednej. Ale jak to zwykle bywa w moim przypadku oczywiście już za dwa miesiące było chanelowskich marynarek w sklepach zatrzęsienie.

Poszłam więc do lumpeksu z nikłą nadzieją na znalezienie czegoś odpowiedniego. Bo tweed był modny dobrych kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt lat temu. Ale przecież z definicji żadna wyprawa na łowy do ciucholandu nie jest zła:):):). Nawet wówczas jeśli zamiast tweedowej marynarki wychodzi się ze sklepu np. z 5 swetrami… Tym razem jednak obok pięciu swetrów na wieszaku wisiała dumnie moja pierwsza rzecz od znanego projektanta - tweedowa marynarka Oskara de la Renty. Idealnie skrojona, w idealnym stanie, ze wstawkami  z czerwonej skóry i w co zapewne trudno Wam uwierzyć - w moim rozmiarze. Na początku sama z niedowierzaniem poobcowałam z tym faktem, a ona naprawdę tak sobie wisiała i nikt przede mną jej nie zauważył. Po prostu czekała właśnie na mnie - prawie jak Mójcion:):):). Czekała na tę w czepku urodzoną.

Tak więc kochani kilka dni temu Oscar de la Renta przeszedł się ulicą Piotrowską w Łodzi. Pokibicował dziewczynom z gimnazjum startującym w sztafecie, próbował znaleźć  sushi bar, który mu polecali. Zdegustowany długością ulicy, nie mogąc znaleźć upragnionej surowej ryby, postanowił zjeść zrobione w domu kanapki i popić kawą z stacji benzynowej. Tego dnia Oscar nie miał wiele czasu, więc bez zbędnego ociągania udał się w końcu  na ulicę Tymienieckiego 22 w Łodzi. Po drodze zmieniając  baleriny na szpilki, a wielką tasię na malutką kopertówkę. I tak oto ostatniego dnia Fashion Week Poland Oscar de la Renta siedział w pierwszym rzędzie widowni.

Życzę Wam równie owocnych łowów. Do zobaczenia:)














 Photos by Stand Up Fashion

marynarka - oscar de la renta
top - promod
spodnie - big star + DIY
buty - wojas
naszyjnik - h&m
zegarek - michael kors
pasek - sh
okulary - allegro
torebka - oriflame



Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...