niedziela, 12 stycznia 2014

once a week - look book - retro woman


Część mojej duszy zawsze będzie śpiewać na widok szerokich płaszczy z przykrótkimi rękawami, rozkloszowanych spódnic, podniesionych misternych koków, kocich kresek na powiekach i wyzywających czerwonych ust.
To moja wersja stylu retro.  Najbardziej lubię torebkę z krokodylej skóry upolowaną w lumpeksie. Miałam wtedy świetny torebkowy dzień. Same cuda wpadały w moje ręce, a ja jak dziecko w sklepie z zabawkami kompulsywnie wkładałam do koszyka coraz to nowe okazy. Nie robi to dobrze oczywiście nikomu, szczególnie cierpi na tym moja rodzina, kiedy to po kryjomu wynoszę ze wspólnej przedpokojowej szafy na odzież wierzchnią, ich rzeczy, żeby zrobić miejsce na te moje torebkowe znaleziska. 
Jestem uzależniona – czas to przyznać. Bo prawda jest taka, że w moim bagażniku w samochodzie podróżuje więcej torebek niż przez całe życie miała większość moich koleżanek. Usprawiedliwia mnie jedynie to, że gustuję w takich z duszą. Gładzę starą skórę i przed oczami staje mi kawiarnia z epoki, za szybą kobieta, która podnosi do ust filiżankę z białej porcelany, dłonią w rękawiczce odgarnia kosmyk z czoła, który tylko pozornie wymknął się z wysokiego koka. Czuję całą sobą ten klimat z przełomu wieków, tę niespieszność i kokieterię. Kiedyś kobietom było łatwiej, bo moda krępowała tylko ich ciała, dzisiaj krępuje ich dusze. 

Do zobaczenia.

          Ewa












Photos by Stand Up Fashion

peleryna  -  sh/biga styl
kaszmirowy golf - prezent od sister
spodnie - zara
rękawiczki - wittchen
szpilki - gino rossi
torebka - escort/sh
bransoletki - by dziubeka
zegarek - michael kors

czwartek, 9 stycznia 2014

once a week - beauty - maseczka aspirynowa



Słyszałam o tym cudzie maseczkowym jakiś czas temu, ale jakoś ta informacji z głowy mi wylatywała zawsze jak stałam w drogerii naprzeciwko półki z maseczkami. Ale przyszedł w końcu ten moment, kiedy w łazience zabrakło gotowych specyfików i  wtedy przypomniałam sobie o tym, że mam w apteczce aspirynę.
Prawdopodobnie niektóre z Was znają ten domowej roboty upiększacz, tym bardziej, że podobno już nasze babcie ją stosowały i to z powodzeniem. Bo maseczkę tą pokochacie od pierwszego jej zmycia, posiada bowiem trzy podstawowe zalety:
  1. Jest tania:
  2. Jest skuteczna;
  3. Jest prosta i szybka w wykonaniu.

Maseczka aspirynowa w wersji podstawowej jest przeznaczona przede wszystkim do skóry tłustej, mieszanej i z problemami.
No dobra, ale jak to się dzieje, że ta aspiryna wpływa tak dobrze na naszą skórę? Aspiryna to nic innego jak kwas acetylosalicylowy (najlepiej przebadany lek w historii medycyny), czyli bardzo bliski krewniak kwasu salicylowego (najchętniej używanego w kosmetyce), posiada pewne właściwości przeciwzapalne, sprzyja więc procesowi gojenia się wyprysków i podrażnień.
Maseczka złuszcza martwe komórki z powierzchni naskórka. A jeśli przed spłukaniem zrobimy masaż pozostałymi w maseczce drobinkami aspiryny uzyskamy jeszcze lepszy efekt. Aspiryna przenika przez warstwę łojową skóry, wnika w głąb porów i mieszków włosowych, dzięki czemu pomaga w leczeniu trądziku i stanów zapalnych. Odblokowuje pory co owocuje zmniejszeniem ilości niechcianych wyprysków i zaskórników, a te które już są stają się mniej widoczne.
Jako „szczęśliwa”  posiadaczka cery tłustej maseczka aspirynowa okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Od dobrych kilku lat stosuję ją co najmniej 1 raz w tygodniu i mogę Was zapewnić o jej skuteczności.

Dodatkowe korzyści z jej stosowania jakie zauważyłam oprócz tych wymienionych powyżej:
  1.  Wygładzenie skóry:
  2. Efekt dobrze wypoczętej i rozjaśnionej cery;
  3.  Efekt peelingu;
  4.  Delikatne ujędrnienie (szczególnie jeśli przyłożę się do masażu podczas peelinguJJJ).

No dobra dosyć tego zachwalania czas przystąpić do działania.

Wersja podstawowa maseczki
  • 4 – 6  tabletek aspiryny firmy Bayer (tej najzwyczajniejszej w tabletkach bez dodatków) – opakowanie 10 tabletek kosztuje około 6 zł.
  • Około 1 łyżki wody (najlepiej termalnej) jeśli akurat nie macie to może być mineralna, źródlana lub przegotowana  (delikatnie podgrzana do temperatury naszej skóry).

Wersja wzbogacona z jogurtem polecana dla cery wrażliwej, skłonnej do podrażnień, zaczerwienień  i z naczynkami. Moja ulubiona i taką Wam pokazałam na zdjęciachJ.

  • 4 tabletki aspiryny firmy Bayer.
  • Około 1 łyżki wody (najlepiej termalnej) jeśli akurat nie macie to może być mineralna, źródlana lub przegotowana  (delikatnie podgrzana do temperatury naszej skóry).
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego bez dodatku cukru – 1 zł.


Wersja wzbogacona miodem naturalnym polecana dla cery suchej, normalnej, dojrzałej ale też  skłonnej do podrażnień, zaczerwienień  i z naczynkami.

  • 4 tabletki aspiryny firmy Bayer.
  • Około 1 łyżki wody (najlepiej termalnej) jeśli akurat nie macie to może być mineralna, źródlana lub przegotowana ( delikatnie podgrzana do temperatury naszej skóry).
  • 1 łyżka miodu naturalnego – dowolnego.


Wersja wzbogacona  olejem lub wit. A+D3 polecana dla cery suchej, normalnej, dojrzałej ale też dla  skłonnej do podrażnień, zaczerwienień  i z naczynkami. Ja uważam, że jest dobra dla każdego typu cery, dla cery tłustej i mieszanej stosujcie ją po prostu rzadziej.
  •  4 tabletki aspiryny firmy Bayer.
  • Około 1 łyżki wody (najlepiej termalnej) jeśli akurat nie macie to może być mineralna, źródlana lub przegotowana (delikatnie podgrzana do temperatury naszej skóry).
  • 1 kapsułka oleju np. z wiesiołka lub ogórecznika – przekuwamy kapsułkę igłą i wyciskamy do naszej mieszanki – opakowanie 30 kapsułek w zależności od firmy i rodzaju oleju od 10 do 30 zł.

     Do niewielkiego naczynia wsypujemy tabletki i dodajemy wodę, tylko tak żeby aspiryna zaczęła pęcznieć i się rozpuszczać, po chwili mieszamy. Jeśli robimy wersję wzbogaconą to właśnie jest ten moment żeby dodać składnik wzbogacający (jogurt, olej, miód, wit A+D3). Papkę o konsystencji jogurtu nakładamy na twarz palcami lub czystym pędzlem. Z wodą trzeba uważać, lepiej dodać jej mniej niż za dużo, istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że papka nam spłynie z twarzy, a szkoda by było.
Maseczkę pozostawiamy na twarzy od 10 do 20 minut (zależy od Waszej skóry i jej potrzeb). Już po 5 minutach powinnyście poczuć lekkie ściągnięcie – to jest zupełnie normalne. Pierwszy raz polecam zrobić próbę uczuleniową na wewnętrznej stronie nadgarstka, zmyć po 10 minutach i czekać na reakcję do dnia następnego. Jeśli się nic nie wydarzy to znaczy, że mamy zielone światło na twarz:).
Ja pozostawiam maseczkę na twarzy 20 minut, a na koniec funduję mojej cerze automasaż limfatyczny. To robi jej naprawdę dobrze!!!
Maseczkę można też zrobić na większej powierzchni np.: szyi i dekolcie lub tam gdzie macie problem z zaskórnikami czy innymi niedoskonałościami np. na plecach. Wtedy ilość składników należy pomnożyć razy dwa lub cztery – w zależności od powierzchni.
Życzę miłego upiększania!!!!

Do zobaczenia

Ewa





Photos by Stand Up Fashion

niedziela, 5 stycznia 2014

once a week - indoor - DIY - śnieżynkowy mobil




Ten post miał się pojawić  dwa tygodnie przed świętami,  wtedy moja zimowa girlanda już wisiała i cieszyła me oczy; a w głowie powstało co najmniej sto innych zastosować śnieżynkowych wycinanek. Ale jak to w moim życiu bywa, zdarzyły się rzeczy nieprzewidywalne i wraz z całą rodziną wystartowaliśmy w maratonie chorobowym, który skończył się dopiero niedawno. Zarówno rodzina, jak i moje mieszkanie nie wyglądały wyjściowo, więc dałam sobie spokój z fotografowaniem. Ale, że zima jakoś nie chce do nas zawitać, to może pozaklinamy ją wspólnie, wieszając w oknach śnieżynkowe wycinanki? Niech spadnie taki piękny biały puch z nieba, przykryje całą tą szarą rzeczywistość i roziskrzy nam humory. Może taka zbiorowa wizualizacja coś da?
Podoba Wam się efekt? Banalnie proste do wykonania, jedynie trochę czasochłonne, szczególnie wycinanie.

Oto co będzie Wam potrzebne do wykonania śnieżynkowego mobilu.
  1. Białe kartki papieru formatu A4
  2.  Cienki drucik taki jak na zdjęciu lub nitka
  3.  Nożyczki do obcinania paznokci
  4.  Taśma dwustronnie klejąca
  5. Przyssawka z oczkiem (choć niekoniecznie, bo może być zwykły haczyk wbity do sufiu.
  6. Okrągła podstawka pod garnek (kupiłam ją w sklepie „wszystko po 2 złote” - w tym wypadku made in china sprawdziło się lepiej od takiej porządnej, bo ta chińska jest dużo lżejsza)
  7. Ołówek
  8. Żelazko
  9. Krochmal w sprayu (dla lepszego efektu)

Etap 1
Pierwsze co robimy to składamy kartkę papieru na czworo, rysujemy na niej dowolny wzór śnieżynki. Może się to wydawać skomplikowane, ale to jest kwestia wprawy. Na początku korzystałam z gotowych szablonów, ale po kilku śnieżynkach zaczęłam tworzyć własne wzory. Gotowe wzory śnieżynek znajdziecie na moim Pinterest TUTAJ

Etap 2
Zaczynamy zabawę w wycinanie. Precyzyjne wzory najlepiej wycinać nożyczkami do paznokci.

Etap 3
Rozkładamy delikatnie śnieżynkę i  prasujemy. Wcześniej spryskałam ją delikatnie krochmalem w sprayu  - wtedy nasza gwiazdka będzie sztywniejsza.
 Przymocowujemy gwiazdki za pomocą drucika lub nitki do naszej podstawki pod garnki (lub bezpośrednio do karnisza lub czego tam chcecie).
Podstawkę przymocowałam do sufitu za pomocą taśmy dwustronnie klejącej i mojej przyssawki z oczkiem.
I ot cała filozofia, teraz pozostało nam już tylko czekać na prawdziwy śnieg. Mam nadzieję niedługo.

P.S. Moją ulubioną śnieżynkę zamknęłam za szkłem, będzie cieszyć oko nieco dłużej od mobiluJ.

Do zobaczenia

Ewa







Photos by Stand Up Fashion



sobota, 4 stycznia 2014

once a week - minimalism




            Jak powiedział dawno temu Charles Pierre Baudelaire - "absolutna prostota to najlepszy sposób żeby się wyróżnić". Ja pójdę o jeden mały kroczek do przodu i powiem Wam, że w prostocie tkwi wielka siła, która może przekraczać ramy codzienności. Ważne jest tylko żeby przeskoczyć z prostoty użytkowej do prostoty wyrafinowanej, takiej odrobinę przemyślanej. Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zwykły codzienny zestaw, staje się przemyślaną stylizacją w nurcie minimalizmu. Ale wiecie co najbardziej podoba mi się w prostocie. To, że minimalizm prezentuje nie siebie tylko osobę, nie krzyczy tylko zwraca uwagę na jakość i fakturę materiału. Zmusza do głębszego poznania, zaciekawia i uspokaja jednocześnie. Taka filozofia mi pasuje. W tym czuję się dobrze, do tego zmierzam.

Do zobaczenia

Ewa













Photos by Syand Up Fashion

płaszcz/coat - solar
 top - sh biga style
spodnie/pants - zara
szpilki/heels - new look
komin/wrap - sh biga style + DIY
rękawiczki/gloves - wittchen
zegarek - michael kors

czwartek, 2 stycznia 2014

test lakierów Paese - piaskowy efekt





Mam nadzieję, że Nowy Rok powitaliście bez bólu głowy i w szampańskich nastrojach. Ja po raz kolejny Nowy Rok witałam kieliszkiem Piccolo i piskami dzieciaków na widok „fajerberków”. Każdego roku obiecujemy sobie z Mójcionem, że to po raz ostatni, że następny będzie na wielkiej sali i procenty będą prawdziwe… Muszę to wpisać koniecznie na listę postanowień noworocznych, zaraz obok :

- przeczytam co najmniej 1 książkę w tygodniu
- będę katowała moje mięśnie tak jak na to zasługują ( a należy im się ostry wycisk)
- nie będę wyjadały słodyczy z paczek moich dzieci…(z tym może być jeszcze gorzej, na razie się trzymam…hihihi)
- zwiększę częstotliwość wpisów na blogu (bądźcie wyrozumiali, jeśli to mnie przerośnie:)

I to jest dla mnie największe wyzwanie, bo walczę nie tylko ze sobą  i swoim lenistwem, ale i  z czasem. A to już walka z wiatrakami. Ale obiecuję solennie, że się postaram.

 Moje założenia to:
 Raz w tygodniu post z serii LOOKBOOK.
Raz w tygodniu post z serii BEAUTY czyli kosmetyczne nowinki i testy produktów
Raz  w tygodniu post serii INDOOR czyli co nowego w moim mieszkaniu, zrób to sam, z wizytą u… i wszystko co się wiąże z designem i wnętrzami.
Raz w miesiącu post z serii KID FASHION
Trzymajcie kciukiJJJ

A póki co pierwszy w tym roku post z serii Beauty.

Uwielbiam malować paznokcie, w sumie to rzadko kiedy można mnie zobaczyć bez koloru na paznokciach. Mój ostatni nabytek pokochałam od pierwszego wejrzenia. Lakiery typu piaskowy efekt firmy Paese. Zamówiłam od razu trzy. Czarny, burgundowy i szary. Te kolory lubię najbardziej, szczególnie zimą. Fakturą przypominają papier ścierny (szczególnie czarny do złudzeniaJ) i w dotyku takie właśnie są, szorstkie i chropowate. Lakiery służą mi już dwa miesiące, więc z całą odpowiedzialnością mogę Wam przekazać wyniki moich testów.

Cena5/6  - około 12 zł (ja kupiłam na Allegro)

Krycie - 5/6  - bardzo dobre, szary i burgundowy nie wymagają drugiej warstwy, czarnemu wystarczą w zupełności dwie.

Efekt  – jak dla mnie  6/6,  ale to jest oczywiście kwestia gustu
.
Trwałośćocena 3/6  - na moich paznokciach trzymają się bez uszczerbku dwa dni (ja nie zmywam naczyńJJJ)trzeciego dnia kładę kolejną warstwę, bez zmywania i w takim stanie jeszcze kolejne dwa dni są bez zarzutu. Mają jednak wadę, w trakcie użytkowania, efekt chropowatości nieco się ściera, paznokcie stają się coraz bardziej gładkie, tym szybciej im częściej ich dotykasz lub myjesz naczynia.

Ogólna ocena  - 4,75/6

Moim faworytem jest czarny – będzie idealny  na wielkie wyjście. No i jeszcze ten wygląd papieru ściernego mnie zachwyca (wiem jestem dziwna…).

Pomimo dosyć niskiej trwałości, efekt końcowy jest na tyle wspaniały, że rekompensuje mi ponowne malowanie po dwóch dniach.
Jak się Wam podobają moje lakierowe perełki? I napiszcie mi koniecznie o Waszych postanowieniach noworocznych.

Do zobaczenia

Ewa






Photos by Stand Up Fashion

lakiery - paese - piaskowy efekt
czarny numer - 324
burgundowy  numer - 329
szary numer - 322
pierścionek - by dziubeka


Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...