czwartek, 22 marca 2012

odpowiadać czy nie odpowiadać


Moje dzisiejsze zakwasy w tyle, skłoniły mnie do refleksji, że myślenie i nie myślenie wiążą się ze sobą aż nazbyt ściśle.

O czym myślisz?  Hmm… nooo… ech… oooo… niczym… cisza…

Kiedyś słysząc to pytanie wstydziłam się odpowiedzi: O niczym…

Teraz już nie. Jak do tego doszłam? Może niektóre z was, nie musiały do tego dochodzić, ja musiałam.

U mnie każdy temat, który dotyczy mnie osobiście, magluję w swojej mózgownicy milion razy katując się każdą możliwą negatywną odpowiedzią. Jestem masochistką. Nie ma co…

O czym myślisz? Odpowiedź nic nie znaczy i znaczy wszystko. Nie chcę pozostawiać pytającego bez odpowiedzi. Odpowiadam, bo pewnie podświadomie chcę się obronić przed ponowieniem pytania „O czym myślisz?”

Mójcion często mnie pyta o czym myślisz? Najczęściej je słyszę, jak mam stan zawieszenia. Pusty wzrok wpatrzona gdzieś w przestrzeń. Zastygnięta ręka na kromce chleba trzymająca nóż…

Co ja wtedy myślę? Nie wiem… Może o talerzu, albo o kolorze bluzki, która będzie pasowała do malinowych spodni, o głupotach i ważnych sprawach też. Ale generalnie – „O niczym?”

Rozumiem facetów odpowiadających na pytanie swoich kobiet wydymających słodko dzióbek „O czym myślisz kochanie?” Mężczyźni mają zawczasu przygotowaną ripostę na to pytanie, kasując na języku niecenzuralny przerywnik – „O niczym”… niektórzy bardziej wrażliwi dodają „kochanie”…

Wbrew pozorom myślenie o niczym jest mi niezbędne do myślenia w ogóle. I każdy z nas ma takie chwile (a czy się do tego przyznaje czy nie lub sobie to uświadamia, to już inna kwestia). Mnie reset jest potrzebny. Czyszczę umysł ze śmieci, filtruję swoją przestrzeń w głowie.

Kiedy zaczęłam uprawiać Nordic Walking (pozdrawiam serdecznie Grzmiące Kije – to dzięki Wam moje ciało cierpi, dusza się raduje, a umysł resetujeJ) zrozumiałam, że mogę, a nawet muszę i chcę nie myśleć. Mam wtedy swoją boską i nieskazitelną pustkę w głowie, przyspieszone bicie serca, płytszy oddech. Krok, kij, oddech, pustka, ja i powietrze. Moje katharsis. Moje ciało i ja. A potem zakwasy, mój efekt uboczny resetuJJJ

PS Grzmiące Kije i mnie znajdziecie tutaj.

PPS Dla tych którzy kojarzą Nordic Walking ze swoją babcią lub dziadkiem, nadmieniam, że mam mniej niż 100 latJJJ.

 PPPS Grzmiące Kije pewnie jeszcze nie raz zagoszczą na moim blogu, więc korzystając z okazji zapowiadam sportowy OOTD JJJ.

Pozdrawiam Was wiosennie i do zobaczenia.



Photos by Stand Up Fashion

kurtka  - mohito
bluzka - bershka
spodnie, chustka - reserved
trampki - converse
torebka - tkmaxx
okulary - seen john
bransoletka, pierścionek - pandora
paski - h&m

poniedziałek, 19 marca 2012

Malina mnie kocha!!!


Dzisiaj trochę miodu na mą duszę niespełnionej stylistki Karolina Malinowska wylała.  Cieplej na sercu mi się zrobiło, jak przeczytałam te słowa o mojej stylizacji. Na chwilę zatrzęsłam blokem czeropiętrowym w posadach, skacząc jak oszalała po pokoju, z tej radości wielkiej. Jak to mało trzeba żeby kobietę do takiej euforii doprowadzić!!!

Zdjęć o mało co nie przypłaciłyśmy wizytą w komisariacie, bo urządziłyśmy sobie zabawę w kotka i myszkę z panem ochroniarzem parkingu podziemnego. Sister goniła mnie z aparatem, próbując zrobić „ciekawe zdjęcia”, a ochroniarz gonił sister. I tak się goniliśmy wokół samochodów. Maja strzelała po jednej fotce z ukrycia niczym zawodowy paparazzi, uciekając przed panem z ochrony. Powiem Wam, że myslałam, że z tych zdjęć nic nie będzie. Wyszły kiepskiej jakości przez słabe światło i pośpiech. I tylko dla spokoju sumienia dodałam do konkursu zdjęcia z tej sesji i… ku mojemu zaskoczeniu zaskoczyło… w sercu Maliny.

Zostawiam Was z tą lekturą przyjemnej dla mnie treści i z tym lookiem konkursowym.

Pozdrawiam Was serdecznie w bardzo dobrym humorze i miłego oglądania kochani JJJ.








koszula - topshop
sweter - river island
spodenki - bershka
buty - venezia
torebka - sh
naszyjnik - pull&bear

piątek, 16 marca 2012

dzisiaj kocham poniedziałek… przyniesie mi nadzieję

     Kobietę czasami koniecznie trzeba ocalić. Ja teraz potrzebuję ocalenia jak nigdy dotąd.

Proszę… niech ktoś przyjedzie …i nie musi przybyć na koniu, i z manierami rycerza. Może być ktokolwiek, byle by mnie uwolnił od ton zasmarkanych chusteczek, smarków wycieranych co minutę na zmianę sobie i dzieciom, leków podawanych z częstotliwością wystrzałów karabinu maszynowego, termometrów pod pachami i nie tylko tam.

Ocalenia potrzebuję już teraz w tej chwili!!!

Jeszcze tylko 2 dni i wreszcie poniedziałek. Jak ja kocham poniedziałki! W poniedziałek (o ile do tego czasu  nie umrę na depresję spowodowaną ciągłym oglądaniem bajek z  pięknymi księżniczkami o nieskalanej urodzie) będzie nowy dzień, inne, nie moje dzieci, inne smarki pod nosami. Inne krzyki, na innym poziomie częstotliwości i intensywności, niż ten który mam w domu. Będę ocalona!!!

I w poniedziałek o 7:00 rano nadejdzie wybawienie. Będę mogła na chwilę zapomnieć… zacznę od porannej kawy w pracy i pogaduch o niczym… jak mi tego teraz brak…

…ale co to??? O godz. 10:00 w utęskniony poniedziałek, czyli po krótkich trzech godzinach „samotności” będę niepohamowanie tęskniła za zapachem włosów mojej córki i niekończącą się kawalkadą próśb moich ukochanych dzieci z maślanymi oczyma. Żebym tak mogła choć na sekundę się przytulić (jest 10:00 rano w poniedziałek), popatrzeć w głębię brązowych roześmianych lub rozpalonych z rosnącej temperatury oczu i usłyszeć „prosie mamusiu, zrób mi pić”, „mamusiu pobawisz sie ze mnom”, „mamusiu  będzieś mnie karmić”, „mamo, mamo, mamo, mamo, mamo…”

Zawsze lepiej tam, gdzie mnie nie ma…

Dzisiaj jak powietrza potrzebuję odmiany, nawet tej najmniejszej. Zmiana da mi nadzieję… chyba dlatego kocham modę, ona nie znosi monotonii… jest moim wybawieniem, jak poniedziałek.











A tu krótki backstage z procesu produkcji mojej kreacji




 
I gotowe :):):)

 Photos by Stand Up Fashion

bluzka/ blouse- sh + DIY
spódnica/skirt - DIY
szpilki/high heels - osiedlowy butik
bransoletki/bracelets - kaphall
zegarek/watch - michael kors


poniedziałek, 12 marca 2012

po co piszesz, jak nie myślisz…

Po kilkunastu opublikowanych postach docierają do blogerki pierwsze opinie ze świata z zewnątrz. Od znajomych i rodziny płyną sygnały pozytywne, a jakże, inaczej przecież być nie możeJ Ale każda modowa blogerka doskonale wie, jaki jest odbiór części publiki… „a to się dziewczę poprzebierało, a w główce pewnie pusto, aż echo niesie”…

Jak widać, dzisiaj będzie bardziej refleksyjnie… u mnie za oknem wciąż jesień…

Co kryje się we wnętrzu dziewczyny ubranej w fajne ciuchy? Czasami chłoniemy piękno i ulegamy urokowi ładnego obrazka i się nad nim po prostu nie zastanawiamy. Patrzymy , ale czasami prawie nic nie wiemy i nic nie rozumiemy. Widzimy muszlę, a nie słyszymy jak szumi w środku.

Dla mnie ciuchy to możliwość pokazania światu trochę mnie samej. Mojej własnej palety uczuć i emocji. Po wyjściu z garderoby od razu widać, co będę robiła, czy wstałam dobrą nogą, czy będzie to szczególny, czy też przeciętny dzień… Paradoksalnie w moim przypadku ubranie to bardziej „odkrywanie”, niż zakrywanie. A czasem chętnie ”przykryłabym” kilka spraw, ale nie potrafię. Dla mnie ubranie to nie przebranie. Nie potrafię inaczej…

Bardzo lubię wracać do filmu Diabeł ubiera się u Prady (The Devil Wears Prada) bo to film pokazujący, że ciuchy to coś więcej niż metki, to odzwierciedlenie duszy kobiety. Moda to paradoksalnie nie ometkowane ciuchy. To rzeczy, pozwalające być sobą. Każdy ciuch ma swoją historię i nie wziął się z niczego… ciuch jest, czy tego chcemy czy nie, symbolem tego co dla nas ważne… przynajmniej dla mnie. I nie chodzi tutaj o markowe ciuchy. Metki są dla mnie z zasady drugorzędne (ale od tej zasady, jak u prawdziwej kobiety, są wyjątkiJJJ). Metki dają każdej kobiecie tę chwilę ekscytacji, ale nie dają gwarancji na dozgonną miłość.

Myślę, że sukcesy poszczególnych kolekcji biorą się z umiejętności przewidywania uczuć i emocji kobiet, a nie są skutkiem li tylko kunsztu rzemieślniczego projektantów…

I w ten sposób wyszło mi kilka zdań bez wyraźnego związku… zza pleców słyszę głosy, że jak nie wiem co chcę do końca napisać to lepiej nie pisać… szczególnie jak zakres temperatury 36,6 bez wsparcia jest niemożliwy do utrzymania przez dłużą chwilę…

Pozdrawiam i do zobaczenia w lepszej formie…

A sesja z przebłysków wiosny kiedyś tam… wracam do niej z sentymentem…














ramoneska/leather jacket - mohito
sweter/ sweater- sh
jeansy - tkmaxx
kapelusz/hat - united colors of benetton
buty/boots - gino rossi
torebka/handbag - tkmaxx
peleryna/cape - sh
okulary/sunglasses - seen john

Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...