Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budapeszt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budapeszt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2012

turbo ptyś


Dzisiaj ostatni post z Budapesztu. Zabiorę Was na zakupy do Centralnej Hali Targowej w dzielnicy Peszt IX. Mam sentyment do takich miejsc z dwóch powodów. W mieście w którym mieszkam jest mały ryneczek, na którym często robię zakupy i bardzo to lubię. Drugi powód bierze się z mojego małego zboczenia. Uwielbiam podglądać  ludzi podczas gdy robią zwyczajne rzeczy, np. zakupy na targu. To w jaki sposób ktoś kupuje jabłka zawsze mnie fascynował. Wiem… dziwna jestem. Ja sama zawsze wącham jabłka zanim je kupię. Z innymi owocami, tudzież warzywami, już tak nie mam…
   Ale wracając do hali targowej w Budapeszcie – to idealne miejsce do takich właśnie przyjemnych zboczeń. Siedzę sobie, popijam frycza lub jak kto woli szprycera lub Turbo Ptysia (przepis znajdziecie tutaj) i obserwuję… Po upale i w upale nie mam nic bardziej orzeźwiającego i dającego świeższy punkt widzenia.
    Poniżej zdjęcia po spożyciu jednego Turbo Pysia pokazujące mój punkt widzenia … JJJ.

















   Hala jest naprawdę ogromna. Obecnie handel odbywa się na trzech kondygnacjach: w podziemiach i na parterze sprzedaje się przede wszystkim produkty spożywcze, podczas gdy na pierwszym piętrze kupić można wyroby węgierskiego rzemiosła ludowego, głównie rękodzieło. Chyba tu, w tym zatłoczonym, gorącym i głośnym miejscu poczułam najbardziej klimat Budapesztu.

   I na zakończenie mały bonusJJJ. Dwoje WIELKICH nieobecnych - mój prywatny backstage z BudapesztuJJJ


   Przedstawiam Wam MójcionaJJJ, autora większości zdjęć na moim blogu. I Martę – piękną, cudowną kobietę, na którą mogę zawsze liczyć. Kilka zdjęć Marty możecie zobaczyć poniżej.











Do zobaczenia w Polsce kochaniJJJ.


czwartek, 5 lipca 2012

rejs po Dunaju


Iluminacja całego Budapesztu nocą zapiera dech w piersiach. Pisałam już Wam kiedyś, że uwielbiam noc i jej zapach. Budapeszt nocą pachnie wielkim miastem, turystami i gulaszem. Mieszanka  o tyleż zaskakująca, że pasuje do tego miasta i temperamentu Węgrów  idealnie.
Rejs po Dunaju wielkim statkiem zaczęliśmy o 21.00. Na nabrzeżu stanęliśmy podekscytowani 20 minut wcześniej, co okazało się WIELKIM błędem. Miejsca stojącego trzeba było szukać bardzo intensywnie, co niestety poniektórym odebrało cały urok rejsu. Byłam bardzo zdeterminowana posadzić jednak moją pupę i znalazłam kilka metrów kwadratowych nieprzeznaczonych do "użytku publicznego". Za to idealnie nadało się do robienia zdjęć. Niestety do niczego więcej, bo zapach gulaszu został zastąpiony zapachem spalin. Nic z tej zamiany dobrego nie wyszło. Na pewno nie dla romantycznego nosa. Ale rekompensatą niedogodności wszelakich był Mójcion przy boku i widoki godne królów.
Budapesztu nocą nie da się zapomnieć, a z poziomu Dunaju jest najpiękniej oświetloną stolicą w Europie. Tak zapewniał nasz przewodnik. Nie zawiodłam  się. Każdy z mostów oświetlony jest inaczej i odkrywał przede mną takie detale, na które za dnia nie zwróciłabym uwagi. Przepiękny zielono – seledynowy kolor Mostu Franciszka Józefa, idealna biel Mostu Elżbiety (Sisi) - jego żony. Bajecznie zdobiony  Most Małgorzaty. No i Most Łańcuchowy, który liczy sobie 380 metrów, dokładnie tyle samo co tunel wieńczący most, do którego są wciągane jego łańcuchy.
Zostawiam Was z kolejną, tym razem bardziej romantyczną porcją zdjęć.

Do zobaczenia niedługoJJJ.























Photos by Stand Up Fashion

spodnie - diesel
top ciemno zielony - h&m
top - next/allegro
baletki - new yorker
bransoletka- cubus
zegarek - michael kors

wtorek, 3 lipca 2012

skwar w wielkim mieście


Juno podkivano szeretett!!!

Po kolejnej długiej nieobecności (tym razem z jakże miłego powodu) wracam do Was z pikantnego Budapesztu. 

Pamiętam jak żałowałam kiedy wyjeżdżałam z Pragi po tygodniu, bo nie zobaczyłam jeszcze wszystkiego. Budapeszt jest większy bo liczy  525 km2 i ma aż 23 dzielnice. Jest bardziej przestronny (co jest zaletą) i nie da się go zwiedzać na piechotę tak jak Pragę (co jest wielką wadą).  
Trzy dni w pięknej stolicy to stanowczo za mało!!! Były to trzy intensywne dni, tak naładowane wrażeniami jak tylko można sobie to wyobrazić. Wróciłam z wielkim niedosytem i zakochana bez pamięci.

Budapeszt to miasto prawo-skrętów, kultu miłości do  Elżbiety von Wittelsbach (znanej wszystkim jako Sisi), jedynego w swoim rodzaju języka (który nie ma wspólnych korzeni z żadnym innym na świecie), papryki i wina. 

To moje pierwsze skojarzenia po pierwszym dniu w tym mieście. Kolejne odsłaniały przede mną coraz to nowe smaczki, tajemnice, przewroty, zamachy, namiętności, upadki i powstania.

Co tu dużo mówić, przez kilka najbliższych postów będę Was częstowała budapesztańskimi klimatami w pigułce okraszonymi moimi stylizacjami.
A na początek zostawiam Was ze zdjęciami w 40 stopniowym upale:).

Hamarosan találkozunk:):):) 





























 najpiękniejszy dach na świecie - wzgórze zamkowe:)

 ukradzione całkiem ładne chwile:)




stare w nowym :)






Photos by Stand Up Fashion

jedwabna sukienka - nomads
kapelusz - sh
buty 1 - pull&bear
sandały - vesuvio
torebka - marina galanti
okulary - new yorker
bransoletka - pandora
bransoletka 2 - kappahl
zegarek - michael kors


Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...